Nie potrafimy korzystać z naszego prawa do decydowania o sobie. Nie wystarcza nam, że możemy robić z naszym życiem, co chcemy – szukamy jeszcze akceptacji i zgody u innych. A przecież nie potrzebujemy niczyjej zgody, by robić swoje…

Prześladują mnie ostatnio dwie sytuacje – prześladują, bo żałuję, że nie zadałam każdej z tych osób tego samego pytania. Pierwsza z nich: szkolenie z rozszerzania diety niemowlakom. Tuż za mną siedzi zirytowana kobieta z maluszkiem w rękach. Prowadząca pyta w jakim celu przyszła na zajęcia, czego chciałaby się dowiedzieć. W odpowiedzi słyszę: “jakich argumentów użyć by przekonać moją mamę, że mam rację?” Zaintrygowało mnie to mocno, nadstawiłam ucha czekając na ciąg dalszy. “Bo mama nie akceptuje mojego sposobu karmienia (karmi piersią) i KAŻE mi podawać dziecku butelkę” – słyszę z nieskrywaną złością.
Druga sytuacja: grupa podróżnicza, jedna z członkiń postanawia zrobić sobie przerwę w studiowaniu. Wspólnie z mężem decydują, że przez będą zwiedzać świat. I tu ma pytanie: jak mam przekonać rodziców do swojego pomysłu? Nie, nie mieszka z nimi. Są z mężem całkowicie niezależni finansowo.

Za każdym razem miałam ochotę zapytać: Ale w jakim celu? Po co ci ich zgoda?

Przecież nie musisz przekonywać rodziców do swojego pomysłu. Jesteś dorosła i nie musisz ich już prosić o pozwolenie chyba, że kwestia dotyczy ich życia.

NIE MUSISZ mieć ich pozwolenia by zmienić plany na życie. Ani by wychowywać dziecko tak jak chcesz. NIE MUSISZ też mieć zgody rodziny na dietę, aktywność, ani żadną inną czynność.

Oczywiście, że w jakiś sposób pragniemy akceptacji dla naszych pomysłów. Jest nam miło, kiedy bliscy nas wspierają i chwalą. Ale nie potrzebujemy tej akceptacji do działania. Był taki moment w moim życiu, że irytowały mnie rady, których mi – świeżej mamie – udzielano. “Odłóż, niech płacze, nie noś tyle, itd.” Wkurzałam się aż dostałam olśnienia, że przecież tą osobę widzę raz na miesiąc i ona nawet nie widzi tego, co robię z dzieckiem w domu, więc nie ma znaczenia to, co mi radzi. Ja tej rady po prostu nie posłucham.

To takie proste a takie trudne zarazem, bo chcemy się ustosunkować do tej wypowiedzi. Często myślałam, że po prostu muszę przekonać tą osobę do mojej racji. Ale po co? Nawet jak jej nie przekonam to i tak zrobię po swojemu.  To tak jak z niechcianym prezentem – przecież możesz go po prostu wyrzucić zamiast irytować się, że musisz go trzymać. Ta osoba tego nie zobaczy.

Kiedy rodzice płacą za wesele…

Rozumiem zdenerwowanie, bo takie sytuacje po prostu irytują i sama czasami tracę cierpliwość, kiedy ktoś uznaje, że wie lepiej ode mnie czego mi trzeba. Jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, że mam się przejmować brakiem akceptacji dla moich decyzji. To moja decyzja. Zawsze znajdzie się ktoś komu się nie spodoba. Czemu mam kogoś do niej przekonać?
Pamiętam jak manager naszej weselnej sali opowiadała, że widać, kiedy to rodzice płacą za wesele. Młodzi wtedy dwoją się i troją żeby ich przekonać do wybrania tej sali. Niby Młodzi decydują, ale tak naprawdę muszą przekonać rodziców, bo to oni płacą. Przykre… Kto tu komu urządza wesele?

Czy tak nam zostaje? Czy na pewnym etapie życia nie możemy zrozumieć, że nie jesteśmy już zależnymi od rodziców dziećmi? Możemy prosić o radę i podpowiedź, ale jako dorośli sami podejmujemy decyzje zgodnie z naszymi wartościami i nie potrzebujemy na to zgody innych. W pewnym momencie stajemy się równymi dla rodziców partnerami do rozmowy. Jeśli całe życie będziemy się stawiać w roli ofiary to tak też będziemy traktowani.

Właściwy doradca

Nie chcę czepiać się rodziców, ale w ten sposób najłatwiej wytłumaczyć mi pewne zależności. Kiedy młody człowiek rośnie i stawia pierwsze kroki w wielkim świecie ma mniej lub bardziej szalone pomysły. Rzadko kiedy spotykają się one z aprobatą rodziny. Rodzice przenoszą na dzieci swoje lęki i podcinają im skrzydła. Jeszcze bardziej utwierdzają dzieci w tym, że nie dadzą sobie rady – i czasami wręcz dziękują losowi, że się nie udało. To podłamuje dziecko, ale uspokaja rodzica. Daje mu dodatkowe poczucie nieomylności i w jego odczuciu prawo do mówienia o tym jak ma żyć.

Możliwe, że właśnie na tym etapie kształtuje się nasza postawa szukająca wsparcia. Tylko straszne jest to, że w takim momencie szukamy wsparcia u osób, które nam te skrzydła podcinają zamiast znaleźć te, które nas wesprą obiektywną krytyką. Jeśli rodzice nigdy nie wierzyli w twoją ścieżkę zawodową nie szukaj u nich rady zawodowej. Poszukaj takiej rady u koleżanki. Jeśli ktoś jest w twoich oczach kiepskim rodzicem nie słuchaj go w kwestii wychowywania dzieci. Znajdź właściwe wzorce i z nimi konsultuj swoje decyzje.

Zanim zirytuje Cię dobra rada Twojego rozmówcy przypomnij sobie: NIC NIE MUSISZ. Co najwyżej MOŻESZ, ale to pod warunkiem, że zechcesz;)

Dużo cierpliwości szczególnie w czasie, gdy dobre rady będą wylewać się przy wigilijnym stole.

WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI:)