Nowy rok – czas podsumowań i planowania. Wielu buntowników nie lubi umowności tej daty i uznaje za absurd wprowadzanie zmian akurat w tym momencie roku.

Osobiście uważam, że każdy nowy początek jest świetnym momentem, by coś zmienić. Lubię nowe rozdania – każdy poniedziałek albo każda godzina 8.00 działają na mnie magicznie. Tak samo wpływa na mnie rozpoczęcie roku szkolnego. Ulubionym czasem na wprowadzanie zmian jest dla mnie dzień po urodzinach (końcówka sierpnia). Po ostatnich urodzinach zrobiłam sobie małą rozgrzewkę i postanowiłam całkowicie zrezygnować z sera żółtego. Udało się i jestem bardzo zadowolona z tej zmiany.

Jakie minimalistyczne i nie tylko zmiany chciałabym wprowadzić w nowym roku?

ZERO zakupów książkowych

Ograniczyłam w tym roku zakupy książkowe do minimum – 4 książki papierowe (w tym 2 z drugiej ręki) i 4 e-booki. Do tego 22 książki z biblioteki. Chciałabym w 2019 roku całkowicie skupić się na książkach z biblioteki. Problem, który powodował u mnie gwałtowne zakupy był brak dostępności tych książek. A ja czułam, że muszę je przeczytać już, w tym momencie, natychmiast! Wiem, że nie będzie mi łatwo zapanować nad tym pragnieniem. W ramach pomocy założyłam notes z listą książek do przeczytania – będę je sukcesywnie spisywać i liczyć na to, że w pewnym momencie się pojawią w bibliotecznym zbiorze.

ZERO nabiału

Wiem, jak na noworoczne postanowienie brzmi mocno dziwnie. Od dawna staram się ograniczyć produkty pochodzenia zwierzęcego i czuję, że jestem gotowa na dalszy krok. Nie jem mięsa od ok. 8 lat i nie stanowi to dla mnie żadnego wyzwania. Ryby jadam raz na tydzień/dwa. Chciałam ograniczyć nabiał, zaczynając od żółtego sera, który uważałam za najtrudniejszy do odstawienia. Wystarczyło parę razy powiedzieć nie, delikatnie zmodyfikować dietę i udało się. Ale to jeszcze nie do końca to, czego chciałam. Nie mam ambicji by całkowicie zrewolucjonizować swój sposób odżywiania. Chcę spróbować, więc może teraz się uda:)?

WYMIANA garderoby/ STOP zakupom

Tu mam straszny dylemat, bo nie jestem osobą, która interesuje się modą. Noszę swoje koszulki póki nie umrą śmiercią naturalną i kupuję ubrania baaaaardzo rzadko. Czasem w sezonie dokupię T-shirt albo spodnie. Raczej trzymam się ciuchów… (Znajdziecie u mnie swetry starsze niż mój związek;)) Do tego bardzo mnie bolą nietrafione zakupy. Myślałam nad zrezygnowanien z zakupów przez cały rok, ale koliduje to z moim celem wymiany garderoby. Czuję potrzebę zmiany stylu na coś w wersji capsule wardrobe i zabieram się za to od… pół roku. Więc albo wyjdzie mi rok bez zakupów, albo uda mi się skompletować minimalistyczną szafę. Na plus tak czy inaczej!

Aktywność

Tak, wiem, to takie oklepane. Każdy w nowym roku obiecuje sobie, że będzie się więcej ruszać. Ale moje ciało bardzo domaga się aktywności i teraz nie mam już żadnych wymówek, by siedzieć na pupie. Zacznę od małych kroków. Wystarczy 5-10 minut dziennie, żeby wykształcić w sobie nawyk. Przez ostatnie 1,5 roku miałam świetną wymówkę by nic nie robić. Teraz nadszedł właściwy czas żeby przestać się w końcu oszukiwać. Jak zawsze przy moim wielkim zapale chciałabym działać i robić dużo. Dlatego zacznę od czegoś małego (joga), zwiększając częstotliwość dzień po dniu.

ODGRUZOWANIE

Od dawna odkładam na bok pozbycie się niepotrzebnych mi książek. Wciąż przekładam z miejsca na miejsce stare komiksy. Chyba dojrzałam już do tego by je przekazać dalej. I odgruzować szafę, szczególnie, że mój Mąż mocno popiera ten pomysł. (Swoją drogą zaszczepiłam w nim ideę pustej półki – zwolnił w szafie jedną z nich i teraz trzyma na niej laptopa… no prawie się udało;))

W drugiej kolejności do oddania lądują zabawki dla dziecka. Wciąż staramy się ograniczać ich ilość i zamknąć w obrębie 1 szafki. Chciałabym pozbyć się połowy zawartości szafy – stan, który cieszył moje oczy przed pojawieniem się dziecka. Jestem pewna, że można do niego wrócić, trzeba się tylko zmobilizować.

Moje plany

Nigdy nie ulegałam zwyczajowi planowania celów na nowy rok i jestem zaskoczona jak pozytywna energia towarzyszy temu działaniu. Oczywiście świat się nie zawali, jeśli mi się nie uda. Podchodzę do tego z ogromnym dystansem. W ciągu ostatniego roku miałam wrażenie stania w miejscu, czekania, dostosowywania się do dziecka. Wciąż mówiłam “później, później, później”. Chyba nadszedł czas na to “później”.
Sporo rzeczy jest dla mnie ideologicznie ważnych, odkładanych od dawna i nie chcę już przechodzić obok nich obojętnie. Wiem, że z wielu rzeczy muszę jeszcze zrezygnować, część z nich zawiesić na kiedyś, ale jeśli chociaż trochę uda się zrealizować to będę o niebo dalej niż byłam do tej pory.

A jakie są Wasze noworoczne postanowienia:)?