Działamy, robimy dużo (nawet bardzo dużo!), wykonujemy setki czynności dziennie wciąż pilnując żebyśmy byli zabiegani. Bo to ważne żeby działać! Biec, lecieć, pędzić. Dokąd? Nieważne! Jesteśmy aktywni, z dumą wymieniamy jak wiele zrobiliśmy, jak mało mamy czasu, jak wiele jeszcze przed nami. Tylko czy zastanawiamy się czy te czynności przybliżają nas do celu? Czy nie szkoda nam czasu na działanie dla samego działania?

Będzie trochę o ćpaniu wiedzy i trochę o tym jak kamuflujemy nasze nic-nie-robienie. Bo bardzo uczciwie spojrzałam na swoje działania i dotarło do mnie jak wiele ROBIŁAM jednocześnie wciąż stojąc w miejscu. Czy znacie ten schemat? Mam czas, (hurra, w końcu mam czas!) i mogę zrobić to, co powinnam zrobić i świetnie wiem, co to jest. Ale… może upiekę to skomplikowane ciasto z tego nowego przepisu? Bo dawno nie piekłam i wciąż odkładałam a teraz w końcu mam czas. Albo zrobię porządek w szafie, bo dawno nie robiłam? I teraz jest ten moment, kiedy ten bałagan naprawdę mi przeszkadza, więc nie mam wyjścia, no muszę!Albo może przeczytam te 3 książki o biznesie, bo przecież chcę ruszyć z własnym. Oczywiście pomysł leżał miesiącami, bo najpierw musiałam przeczytać książki a jeszcze wcześniej znaleźć na to czas, a nie zakłada się biznesu bez przeczytania książek na ten temat (piękne błędne koło).

Pomysł z wystartowaniem z własną firmą uzmysłowił mi, że nie dokonam tego, jeśli nie będę robić tego, co naprawdę ważne – spraw związanych z jej założeniem. Bo każdego dnia mogę znaleźć coś, co będzie budować we mnie poczucie sprawczości. Każdego dnia mogę posprzątać, poczytać, obejrzeć 3 filmiki motywujące, zająć się dzieckiem, psem, sąsiadką, zrobić zakupy na tydzień, rozplanować posiłki i jeszcze milion innych rzeczy ZAMIAST tego, co właściwe. Po takim dniu mogę się położyć spać z myślą, że jestem super i zrobiłam bardzo dużo. Tylko jak spojrzę na to, co chciałam zrealizować to okaże się, że wciąż stoję w miejscu. Ale jak tu wcisnąć jeszcze czas na zrobienie tego co należy? Przecież robię TYLE rzeczy. A każda z nich jest szalenie ważna.

Priorytety

Tylko czy jest ważna właśnie w tym momencie? Czy naprawdę zakupy musiałam zrobić dziś i w dodatku ja a nie mąż? Czy na pewno dziś musiałam upiec to szalenie skomplikowane ciasto zamiast (jeśli już naprawdę mam ochotę na słodkie) upiec to z prostego przepisu, który zajmie tylko kilka minut? O priorytetach pisałam już wcześniej tutaj, ale chyba warto sobie ten temat odświeżyć. Nawet ja mimo, że działam dość prężnie i jestem całkiem nieźle zorganizowana czasami gubię się w gąszczu czynności. I często mam dla nich świetne wytłumaczenie, mimo, że wiem co powinnam zrobić. Wiem też kiedy w nie uciekam – bo uciekam żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że nic nie zrobiłam.

Ćpanie wiedzy

Piękny termin, spotkałam się z nim pierwszy raz na blogu Joanny Glogazy. Mój nałóg, pasja i przekleństwo w jednym. Kiedy zanurzam się w nową dziedzinę chłonę tyle wiedzy, ile mogę. Filmiki na youtubie, podcasty, wpisy, milion polajkowanych blogów i fanpage’y – nagle zalewam swój mózg masą informacji. I chociaż po tygodniu wiem już bardzo dużo, wystarczająco dużo by działać – to raczej na tym się kończy. Zdobywam wiedzę (duuuużo wiedzy!) ale zamiast ją wykorzystać dochodzę do wniosku, że wciąż wiem za mało. I czytam dalej. I szukam. Jedna pozycja pociąga następną, ta kolejną, ktoś jeszcze poleci trzy inne i nagle mam całą listę książek do przeczytania. A na działanie mam czas. A kiedy ktoś mnie później zapyta, gdzie jestem z jakimś projektem to okazuje się, że w tym samym miejscu, co wczoraj. Bo nie zrobiłam kroku by mój cel zrealizować.

W tym roku zmieniłam swoje podejście i nie ukrywam – łatwiej mi z tym. Robię mniej, bo bardzo dużo rzeczy odrzuciłam. Zanim wykonam jakąś czynność zastanawiam się: co teraz jest ważne? Co mnie przybliży do mojego celu? Czy robię to, bo rzeczywiście muszę to wykonać czy żeby samą siebie oszukać, że coś robię? Nie jest też tak, że całkowicie odrzuciłam robienie mniejszych rzeczy. Bo rzeczywistość wygląda tak, że trzeba zrobić pranie, zrobić zakupy, ogarnąć otoczenie. Ale kiedy to robię to wybieram to świadomie. A kiedy mam wolną chwilę zastanawiam się czy po odpoczynku nie zająć się czymś co przybliży mnie do celu.

Jedna rzecz

Książka “Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć” autorstwa Garego Kellera i Papasany Jaya poświęcona jest w całości skupieniu na jednej, właściwej rzeczy. Myśl w niej zawarta jest mniej więcej taka: zastanów się jaką jedną rzecz możesz zrobić, by zbliżyć się do realizacji swojego celu. Skup się na niej. Każdego dnia zastanów się jaką 1 rzecz musisz zrobić by być bliżej tego, co chcesz osiągnąć i po prostu to zrób. To bardzo proste, ale i trudne zarazem, bo bardzo chcemy zrobić dużo. A tu nie o ilość chodzi a jakość naszych działań. Dużo fajniej brzmi zrobienie iluś tam rzeczy. Brzmi jakbyśmy byli zapracowani, skupieni na działaniu, skuteczni. Tylko, że tak nigdzie nie dojdziemy. Czasami może na skraj załamania nerwowego, ale niekoniecznie tam, gdzie jest nasz cel. Polecam książkę wszystkim gotowym skondensować swoje działania do tego, co kluczowe.