ZASADA DOSTĘPNOŚCI a minimalizm

 

Każdy minimalista robiąc porządki w swoim otoczeniu dociera w końcu do przedmiotów, które nabył z nadzieją na ich wykorzystanie. A nawet z pewnością, że są mu potrzebne i na 100% będzie ich używać. Jak pokazuje życie: jesteśmy w stanie się bez nich obyć a jedyna emocja, jaką wzbudzają po euforii zakupu to nasze gigantyczne rozczarowanie, kiedy uświadamiamy sobie, że nie są nam już potrzebne. Szczególnie dotyczy to różnych kuchennych gadżetów. Poczucie straconych pieniędzy jest ogromne, ale jeszcze gorsza jest świadomość, że nie skorzystaliśmy z nich będąc pewnymi, że MUSIMY je mieć. Wyznaję zasadę, że przedmioty mają służyć człowiekowi i jeśli już je posiadam to z myślą by ich używać, a nie by leżały odłogiem. Nie mam w swoim domu nawet jednej rzeczy, która czekałaby na wykorzystanie. Dlaczego? Bo stosuję zasadę dostępności, która ułatwia mi używanie rzeczy a przy okazji: ogranicza moje zakupy.

 Żeby używać przedmiotów musimy je widzieć.

 

To największe zło jakie dotyka kuchenne gadżety. Kupujemy jakiś produkt i zamykamy go w szafce zapominając o nim. Niestety: co z oczu to z serca, co z oczu to z umysłu – nie skorzystamy z jakiegoś przedmiotu jeśli nie będziemy go widzieć/ pamiętać, że go mamy i możemy użyć. Inną kwestią jest to, czy rzeczywiście musimy go mieć. Doskonale wiem, że wiele rzeczy jest całkowicie zbędnych i często jest to główny powód tego, że lądują pochowane na dnie szafek.

Ale ale, część z nich zostaje kupiona z konkretną myślą, dobrą intencją i wtedy oczywiście warto ich używać. Np. kupując sokowirówkę myślimy: będę wyciskać prawdziwe, świeże soki z dobranych przeze mnie składników, wspomogę tym swoją dietę, odstawię napoje gazowane mając dla nich taki słodki zamiennik. Jest to w moim odczuciu właśnie taka dobra intencja, ale każdy z nas sam musi rozważyć czy rzeczywiście będzie z takiej sokowirówki korzystać i czy chce ją posiadać.
W dzisiejszym wpisie skupiam się na przedmiotach, które chcemy mieć i których chcemy używać. Nie zagłębiam się w kwestię tego, czy rzeczywiście są nam potrzebne, bo zakładam, że skoro już je posiadacie to odpowiedź brzmi TAK. Chodzi jednak o to by korzystać z nich bez żalu i poczucia marnotrawstwa jakie często rzeczom towarzyszy.

 

Zasada dostępności

 

Jak wspomniałam wcześniej: używam wszystkich przedmiotów, które posiadam i korzystam z nich regularnie, oszczędzając środki, które wydałabym na to, by ponownie kupić to, co już mam. Zyskuję też czas, bo nie tracę go na szukanie i energię – albo inaczej mówiąc „zdenerwowanie”, które pojawiłoby się w momencie, gdybym nie mogła przedmiotu znaleźć.

Dość logiczne jest to, że skoro jakiegoś przedmiotu nie używam to nie jest mi potrzebny i mogę się go pozbyć. Ale do takich wniosków nie dochodzi się od razu i sama uczyłam się na błędach. Każdy z nas sam musi odkryć, co działa w jego przypadku. Natomiast najważniejsza rzecz jakiej się nauczyłam na swojej drodze do minimalizmu to fakt, że jeśli nie korzystam z jakiejś rzeczy to tylko dlatego, że nie mam jej w zasięgu wzroku. Nie widzę jej, więc o niej nie pamiętam. A żeby uniknąć zakupów muszę wiedzieć, że ją mam inaczej mój mózg bardzo łatwo znajdzie argument by ową rzecz zakupić.

Przykład z życia: koszule. Te bardziej eleganckie trzymałam do tej pory w szafie, w której zresztą składuję inne gniotące się rzeczy. Kiedy ubieram się rano ZAWSZE otwieram szufladę w komodzie i wybieram coś spośród leżących tam ubrań. NIGDY nie zaglądam do szafy, bo w mojej głowie wykształciło się przekonanie, że tam są rzeczy na wyjątkowe okazje. Nie takie codzienne, do pracy, więc mój mózg nawet nie próbuje mnie tam kierować. Oczywiście to doprowadziło do tego, że ignorowałam koszule w szafie. Praktycznie nie pamiętałam, że je tam mam i dlatego idąc na zakupy potrafiłam kupić kolejną koszulę, otworzyć szafę (żeby ją tam schować, bo przecież w komodzie mi się pogniecie) i odkryć, że już taką mam i to praktycznie nienoszoną. Przeniesienie koszul do miejsca w którym znajdują się ubrania, które noszę na co dzień pozwoliło mi nie tylko uchronić się przed nowymi zakupami, ale i faktycznie z danej rzeczy korzystać.

 

Chcesz czegoś używać? Zmień miejsce.

 

Na tym polega zasada dostępności: niech przedmioty staną się dla ciebie dostępne. Nie ukrywaj ich głęboko, nie chowaj przed zasięgiem wzorku czy ręki, bo wtedy ich nie użyjesz. Zobacz gdzie leżą rzeczy, których używasz z danej kategorii (kosmetyki, buty, naczynia).  Tam umieść te, z których chcesz zacząć korzystać. Buty trzymasz zawsze na szafce z butami, ale nie używasz tych w niej schowanych? Wyjmij te, których chcesz zacząć używać na wierzch. Chcesz częściej nosić płaszcz, ale przypominasz sobie o nim dopiero jak przeglądasz przedpokojową wnękę? Wywieś go na wieszak do przedpokoju tak żeby twój wzrok padł na niego zanim wyjdziesz z domu. Temat już tu wcześniej poruszony, czyli kuchenne gadżety nie zmarnują się jeśli zobaczysz je po otworzeniu szafki.

Jeśli chcę pić nową herbatę po prostu wyciągam ją z końca szafki na lodówkę. Tam właśnie trzymam herbatę, którą pijam na co dzień. W ten sposób nigdy się nie marnuje, dodatkowo używam tego, czego potrzebuję i chcę używać.

Zorientuj się gdzie są przedmioty z których najczęściej korzystasz i dołóż do nich te, których chcesz zacząć używać. Jednak to wymaga chwili zastanowienia i przyjrzenia się temu, co robimy. Wymagany jest tu wgląd w nasze nawyki:

  • uświadomienie sobie jakie rytuały powielam,

  • po co sięgam, kiedy coś robię albo

  • gdzie automatycznie się kieruję, gdy czegoś potrzebuję.

Bez uświadomienia sobie naszych nawyków i przeniesienia przedmiotów w miejsca dostępne nie będziemy ich używać. Równie dobrze możemy się jej pozbyć od razu.

Mam znajomą, która kilka razy w roku otwiera szafę i ze zdumieniem odkrywa przedmioty zakupione kilka sezonów wstecz. Ciężko mi zrozumieć takie osoby, bo jak można kupić przedmiot by go używać i o nim zapomnieć? Na początku zawsze wie, że chowa je tam by je nosić, ale z chwilą w której zamyka drzwiczki szafki rzeczy znikają bezpowrotnie z jej życia. Kiedy je odkrywa na nowo orientuje się, że wcale jej się już nie podobają i nie zamierza ich nosić.

Czy to nie ogromne marnotrawstwo pieniędzy i miejsca? A wystarczyłoby umieścić je tam gdzie faktycznie leżą ubrania, które nosi na co dzień.

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!