PRZEPROWADZKA – mój sposób na MINIMALIZM

– Boże, ja już nie chce! Wyrzućmy wszystko co tam jeszcze zostało! – zaproponowałam, bo na samą myśl powrotu na stare mieszkanie odechciewało mi się wszystkiego.

– No, ale tam może być coś potrzebnego… – odrzekł zaradny Mąż.

– Skoro od 2 tygodni nie potrzebowaliśmy niczego, co zostało na starym mieszkaniu to raczej sobie bez tego poradzimy… – skwitowałam.

WYRZUCAMY

I tak też zrobiliśmy. Część rzeczy jak talerze czy kubki zostawiliśmy nowym lokatorom. To, co zostało, czyli tak naprawdę dodatki do mieszkania, od dawna nienoszone ubrania i jeszcze trochę książek (ale tych do których żadne z nas nie zamierzało wrócić) wylądowało na śmietniku (lub pod nim – jak książki, które zaraz zniknęły). Byłam na siebie zła przy okazji tej przeprowadzki. Chociaż przygotowywałam się do niej długimi tygodniami, eliminowałam przedmioty, ubrania i książki to i tak wywołała we mnie efekt przytłoczenia.

Nad każdą rzeczą zastanawiałam się 2 razy. Analizowałam czy brać dany przedmiot czy nie. Z ogromnej ilości rzeczy dało radę zrezygnować. A kiedy się wahałam decyzję podejmowałam na podstawie dość prostego kryterium: czy korzystałam z tego w ciągu ostatniego roku? Czy chce mi się to dźwigać? Czy jest sens? Już w momencie zadawania pytania wiedziałam, że podświadomie chcę się tej rzeczy pozbyć. I nie broniłam jej w myślach jakoś strasznie mocno. 

Wyrzucanie przynosiło z jednej strony satysfakcję a z drugiej złość – jak przy kacu z powodu zakupów. Wiele rzeczy leżało od 3 lat w tym samym miejscu i dopiero wyprowadzka była dobrym momentem by zauważyć ich istnienie. Minimaliści od dawna podkreślają, że przeprowadzka to świetny sposób by określić, które przedmioty są w naszym życiu zbędne. Wyobrażasz sobie, że musisz się wyprowadzić i zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy – te z których faktycznie korzystasz. Co zostawiasz w takim pudle? Z czego zrezygnujesz? Dzięki przeprowadzce miałam okazję przekonać się na własnej skórze jak ten system działa. I nie ukrywam: wizja umeblowania nowego mieszkania w taki sposób by było tych rzeczy mniej była bardzo kusząca.

I jeszcze wyrzucamy 😉

Już samo rozlokowanie przedmiotów odbywało się pod względem kryteriów: czy to zagraci przestrzeń? Czy będzie tu wszystkiego za dużo, za pełno? Jeśli tak – analizowałam jeszcze raz czy dana rzecz jest potrzebna. Ewentualnie wyrzucałam ją od razu. Nie ukrywam, że też musiałam uważać, bo przychodzi taki moment w eliminowaniu przedmiotów, że nagle dochodzisz do wniosku, że już niczego nie potrzebujesz i nagle masz ochotę WYRZUCIĆ WSZYSTKO. Trzeba być ostrożnym by nie przesadzić 😉 Ja mam tendencję do ostrych skrajności, więc starałam się podejść do tego procesu zdroworozsądkowo.

Nawet przy ograniczeniu liczby przedmiotów, to co ostatecznie zostawiasz potrafi zmusić cię do zrobienia rachunku sumienia. Bo widzisz, że z tego nie korzystałaś i trochę to boli. A już szczególnie jak się upierałaś, że będziesz tego używać a się okazuje, że ktoś inny miał rację, że nie będziesz… (jak to często przewiduje mój Mąż;))

To doświadczenie wyszło rewelacyjnie głównie dzięki temu, że mieliśmy cały miesiąc na przeprowadzkę. Przez ten czas byliśmy w posiadaniu 2 mieszkań i na spokojnie przewoziliśmy rzeczy. Nie wiem czy ten sam efekt uzyskalibyśmy gdybyśmy musieli załatwić wszystko w weekend. Ten dystans i wizja posiadanego czasu pozwoliła nam podejść do posiadanych rzeczy na spokojnie.

Przeprowadziliśmy się z minimum rzeczy, czyli tym, co było dla nas najważniejsze. Okazało się, że dla nas to oznacza: królika;) pościel, czajnik + 2 kubki, kilka sztuk ubrań i komputer (by móc pracować). Cała reszta dojeżdżała w częściach. Garnki, patelnia, kilka talerzy, sztućce – to były rzeczy, które umożliwiały nam normalne funkcjonowanie i posiłki w domu. Jakby się nad tym zastanowić i doprowadzić to doświadczenie do wersji ekstremalnej to praktycznie całą resztę mogliśmy po prostu wyrzucić.

A teraz zbierzmy to w kilka sensownych wniosków:

  1. Przygotuj się do przeprowadzki. Dużo wcześniej zrób selekcję posiadanych rzeczy. A później jeszcze jedną. Wyobraź sobie, że możesz zabrać tylko kilka pudeł a całą resztę musisz oddać/wyrzucić. Co w takiej sytuacji zatrzymasz? Ja codziennie analizowałam inny aspekt posiadanych rzeczy: książki, naczynia, ubrania. Później wracałam do nich jeszcze raz.
  2. Od razu, bez zastanowienia wyrzuć to, co odkryłaś znalazłaś nieużywane po długim czasie. Jak np. to tajemnicze pudełko znalezione na antresoli. A najlepiej tam nie zaglądaj tylko od razu wyrzuć zawartość. Albo daj partnerowi, siostrze, przyjaciółce do obejrzenia – niech ci powie co tam jest, ale nie pokazuje. Nasz umysł ma tą zadziwiającą właściwość, że jak coś zobaczy od razu uznaje, że jest nam to potrzebne. Skoro leżało w szafie 3 lata to na 100% nie jest. I nie, nie skorzystasz z tego.
  3. Zabierz ze sobą tylko kilka pudeł i przez pierwsze dni w nowym mieszkaniu obserwuj czego ci trzeba. Zrób listę potrzebnych rzeczy. I jeśli znajdzie się na niej garnek albo kubek to nie zabieraj ze sobą kilku sztuk, tylko po jednej. 2 kubki dla 2 domowników wystarczą. 1 patelnia, 1 garnek również. Sztućce – po sztuce dla każdego. Możesz się zdziwić jak kreatywni się stajemy w obliczu braku danego przedmiotu. Uzupełnij braki i całość powtórz – czego teraz ci brakuje? W ten sposób warto kompletować posiadane rzeczy.
  4. Ustal ile i jakie chcesz mieć meble a później dostosuj do nich posiadane przedmioty. Jeśli się okaże, że masz więcej książek niż może pomieścić posiadana szafka to nie dokupuj kolejnej. Rozwiązanie: zrób selekcję książek. Ja tak zrobiłam zarówno z książkami jak i z posiadanymi kwiatami. Wiedziałam gdzie mają stać by nie zagracać przestrzeni – tyle ile się zmieściło zostało, a cała reszta została oddana.
  5. Zrób jeszcze jedną selekcję już po wprowadzeniu. Pamiętaj o zasadzie pustej półki.
  6. To, co zostało na starym mieszkaniu możesz spalić;) a tak serio: posegreguj i oddaj to, co zostało jeszcze do przewiezienia. Skoro nie było ci potrzebne w pierwszych dniach funkcjonowania w nowym miejscu to już na pewno nie będzie. Chyba, że sztucznie wmówisz sobie taką potrzebę.
  7. Bardzo ważna rzecz: nie dokupuj. Przeprowadzka to często moment w którym z jakiegoś powodu uznajemy, że powinniśmy zaopatrzyć się w nowe przedmioty. Nawet jeśli do tej pory nie były nam potrzebne! Znajdujemy świetne argumenty by je nabyć… I tak zaczynamy gromadzić je od nowa. Powiedzmy sobie STOP. Zastanówmy się 3 razy zanim coś z tej okazji kupimy. Wszystko co było nam potrzebne do życia przeniosło się już z nami. Nie zapominajmy o tym;)

A co Wy dodalibyście do tej listy? Jakie ciekawe „przeprowadzkowe” wnioski udało Wam się nabyć na drodze własnych doświadczeń? Dajcie znać w komentarzach:)

PS. pod pojęciem „wyrzucania” kryje się tu oczywiście segregacja i oddawanie odpowiednich przedmiotów we właściwe miejsce. Część rzeczy sprzedaliśmy, część oddaliśmy, a część została poddana recyclingowi. Naprawdę niewiele wylądowało w koszu.

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!