PAMIĄTKI a minimalizm – jak uchwycić przeszłość?

Jestem osobą bardzo sentymentalną i uwielbiam wspominać. Lubię przeglądać zdjęcia, zaglądać do moich starych dziennikowych wpisów przypominając sobie jakim człowiekiem byłam parę lat temu i jak zmieniła się moja życiowa droga. Jednak obserwując bacznie swoje otoczenie dostrzegam dość niepokojące zjawiska. Są osoby, które mają problem z odróżnieniem tego, co jest wartościowe od prawdziwych śmieci. Nie wszystko warto gromadzić – a jednak mamy taką tendencję. Jak nie wpaść w pułapkę gromadzenia pamiątek?

pamiątki po zmarłych

Kiedy ktoś bliski odchodzi mamy trudności z wyrzuceniem jego rzeczy. Zachowujemy sporo z nich na pamiątkę, bo nam się z tą osobą kojarzyły i chcemy je mieć – myślimy, że będziemy do nich wracać. Oczywiście najczęściej zalegają one na półkach zanim ktoś w końcu zdobędzie się na odwagę by je wyrzucić. Nie wiem czy robimy to, bo boimy się, że pozbywając się ich ściągniemy na siebie gniew zmarłego czy raczej dlatego, że czujemy się nie w porządku usuwając czyjeś rzeczy. Przecież to nie jest tak, że wyrzucając cudze naczynia czy obrazy usuwamy tą osobę ze swojego życia. Czy czyjś pokój ma zostać na zawsze pusty dlatego, że kiedyś w nim mieszkał? Przerażają mnie rodzice zostawiający pokój dziecka w nienaruszonym stanie po tym, jak się wyprowadziło z domu… Czemu ma to służyć?

Pamięć po człowieku nosimy przede wszystkim w sercu. Jest na fotografiach i we wspomnieniach. Nie mam nic przeciwko zostawieniu po kimś czegoś charakterystycznego – np. ulubionej książki, fajki, kubka czy swetra. Zostawienie sobie rzeczy, która wiąże się ze szczęśliwym wspomnieniem jest dużo lepszym rozwiązaniem niż zostawianie po zmarłym wszystkiego. Jest tyle osób, które mogą z tych rzeczy skorzystać. Pomyślmy nad tym. Jeśli sami nie mamy serca tego zrobić poprośmy kogoś o pomoc. Może przyjaciółka swoim obiektywnym okiem pomoże nam opróżnić pokój po zmarłej mamie? Mam wrażenie, że wiemy co należy zrobić, ale usilnie nie dajemy sobie na to pozwolenia. Jakby zmarły miał wrócić tylko dlatego, że są tu nadal jego rzeczy.

pamiątki po dzieciach

To samo tyczy się pamiątek z dzieciństwa naszych dzieci. Pamiętam jak mój tata gromadził wszystkie moje prace plastyczne, od samego początku jak tylko złapałam za kredki, aż przez całą podstawówkę. Uzbierało się tego kilka segregatorów aż moja mama powiedziała: DOŚĆ! Nie było na to miejsca w domu a nie oszukujmy się, kto miał ochotę przeglądać kilka segregatorów prac? Wiem, są mamy, które gromadzą takie skarby, ale tutaj ilość powinna zamienić się w jakość. Zachowajmy jedną z pierwszych prac dziecka albo taką, na której narysowało coś znaczącego. Jeśli dziecko miało fazę na koty to czy zachowasz 150 kocich portretów? Nie, wystarczy jeden.

Wiem, że są matki, które wmówią sobie, że są złym rodzicem jeśli się takich rzeczy pozbędą, ale nawet one zapominają o tych pracach zalegających w piwnicy… Dużo lepszym rozwiązaniem jest pozostawienie jednego pudła na pamiątki po dziecku. Można do niego wrzucić pierwsze śpioszki, pierwsze buciki w których zaczęło tuptać czy odcisk dłoni malucha – wszystko, co chcesz zostawić na pamiątkę. Nie mówię by oddawać wszystko, ale jeśli dziecko nie wraca do danej zabawki to może warto zrobić jej zdjęcie i oddać ją innemu, potrzebującemu dziecku? Nawet jako dorośli nie bawimy się swoimi pamiątkami. One są przedmiotem wyzwalającym pozytywne odczucia związane z przeszłością.

jakie pamiątki zbieram ja?

  • Pocztówki z wyjazdów, na których notuję wspomnienia + PRZEWODNIKI

W trakcie każdego wyjazdu kupujemy z Mężem 2-3 pocztówki charakterystyczne dla miejsca w które się udaliśmy, po czym na odwrocie, zamiast je wysłać – notujemy wszystko, co wydarzyło się na wyjeździe. Robimy to jeszcze w trakcie lub już w samolocie powrotnym. Takie pocztówki lądują najczęściej w przewodnikach, które gromadzimy jako jedną z pamiątek. Zdjęcia oddają nastrój wyjazdu, ale wystarczy hasło z pocztówki by przypomnieć sobie jakie przygody się przeżyło – nie robimy przecież zdjęć cały czas. Mamy mnóstwo frajdy wracając później do takich notatek.

  • FOTOKSIĄŻKI z charakterystycznymi zdjęciami

Lubię robić zdjęcia. Nie mam do tego jakiegoś szczególnego daru, ale podoba mi się uchwycenie chwili obecnej. Chyba znacie to ze swojego doświadczenia, że przy każdym ważnym dla zdarzeniu zawsze znajdzie się ktoś, kto pstryknie fotkę. Czasami jest to zdjęcie choinki, czasami tortu – w dobie smartfonów robimy zdjęcia nałogowo bez głębszego zastanowienia. Oczywiście gdybym miała wszystkie zrobione zdjęcia wywołać wyszłyby ich tysiące… Dlatego wybieram te najbardziej kluczowe i robię z nich przekrojowy album zawierający wydarzenia z kilku lat. Rodzinne zjazdy, śluby, urodziny, komunie – wystarczą 2/3 zdjęcia by przywołać wspomnienia. Reszta leży bezpiecznie na dysku. Robimy tyle zdjęć a tak niewiele z nich wywołujemy… Myślę, że podświadomie czujemy, że jest ich za dużo.

  • 1 pudło z pamiątkami (cyfra 1 jest tu kluczowa ;))

Od dziecka prowadziłam dzienniki. Robiłam to dość nieregularnie, przerywając czynność na długie tygodnie. Część z nich wyrzuciłam jeszcze wtedy, do części wróciłam po latach, część uporządkowałam ostatnio. Posiadam jedno pudło na przedmioty dla mnie ważne ilustrujące mój rozwój od maleńkości ku dorosłości. Nie wykluczam, że pozbędę się go za jakiś czas. Mam tam ważne fotografie, wiersze z liceum swojego autorstwa, śmieszne rysunki i małe przedmioty, które przypominają mi jakieś kluczowe wydarzenia, pierwsze miłostki, ważne osoby. Pudło z misz-maszem, które przyjemnie otworzyć, ale nie zajmuje tyle miejsca by stało się problemem i przypomina mi jaka byłam kiedyś. To trochę tak jakby się wracało do zdjęć dzieci z ich pierwszych lat pamiętając, że to fragment ciebie. Mam tam nawet listę z życzeniami opisującą kim zostanę jak będę dorosła. Część z nich się sprawdziła – została zrealizowana – część dopiero przede mną.

Robię w tym pudle porządki co parę lat – regularnie opróżniam je z rzeczy, które przestały być dla mnie ważne. Jeśli tracą element wyjątkowości, element magii to jaki jest sens wciąż je mieć?

***

Nie uważam by posiadanie dużej ilości pamiątek było ważne – szczególnie, że nie chcę zostawiać swoim dzieciom rzeczy z którymi nie będą wiedziały, co mają zrobić. Coś ważnego dla mnie nie musi być ważne dla nich. Przeszłość nie może nas odrywać od chwili obecnej, od życia tu i teraz. Powinniśmy wyciągać z niej wnioski, powspominać przez chwilę i pozwolić miłym emocjom nas zalać. Gromadzenie przedmiotów tj. kamień, który tkwił w wycinanym woreczku żółciowym jest w moim odczuciu zbędne, wręcz absurdalne – a znam i takie przykłady pamiątek. Oglądanie zdjęć by płakać nad tym, co odeszło jest również niepokojące. Nie pozwólmy naszej przeszłości zdominować teraźniejszości. Nie pozwólmy pamiątkom zagruzować swojego życia!

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!

  • Kiedyś miałem manię zbierania różnych pamiątek z miejsc, w których byłem – na szczęście z tego już całkowicie wyrosłem i teraz kolekcjonuję wspomnienia w głowie, oraz zapisuję różne piękne miejsca na karcie pamięci aparatu 🙂 Napisałem też jakiś czas temu krótki post o pamiątkach moim blogu (Szczęśliwy minimalista), choć nie uwzględniłem w nim takich rzeczy jak kolekcje dziecięcych prac, czy pamiątek po bliskich, którzy odeszli do wieczności.
    Zauważyłem dość popularną ostatnio modę, która polega na przywożeniu sobie magnesów na lodówkę z miejsc, które się odwiedziło – wciąż to nie minimalizm, ale już lepsze, niż sterta ciupag, kufli, papirusów i innych „ozdobników”, z których nikt nie korzysta 😉

    • To fakt – raz, że magnezy nie zajmują dużo miejsca, a dwa – że są naprawdę przydatne:) chociaż natrafić na ładny a nie kiczowaty graniczy z cudem 😀

  • Również kiedyś miałam pudło z pamiątkami. Miałam w nim między innymi bilety z koncertów i wydarzeń, pocztówki, identyfikatory i inne tego typu drobiazgi oraz pamiątki związane z bliskimi mi osobami. I tak do niego nie zaglądałam, może jedynie podczas robienia generalnych porządków, więc w końcu się pudła i jego zawartości pozbyłam.
    Obecnie zbieram jedynie mapy miejsc, które odwiedziłam i w które chcę wrócić. W ten sposób pełnią one funkcję nie tylko pamiątek, ale i przedmiotów użytkowych. Poza tym naprawdę lubię korzystać z tradycyjnych, papierowych map podczas podróży. Z innych sentymentalnych przedmiotów zatrzymałam tylko takie, których mogę używać, np. breloczek do kluczy, który dostałam na urodziny od swojej drugiej połówki i który od ponad pięciu lat noszę przy kluczach do samochodu.

    • uwielbiam mapy!!! 😀 kocham zaznaczać na nich miejsca w których byłam i niekiedy nawet trasy przy bardzo krótkich objazdówkach. szczególnie, że z taką mapą można zrobić później wiele rzeczy – jak chociażby powiesić na ścianie.