NEWSLETTERY – czy da się ich pozbyć?

Ludzie dzielą się na dwie kategorie jeśli chodzi o posiadaczy skrzynek mailowych. Jedni z nich to osoby mające wszystko w jednym miejscu, bez podziałów i przegródek, gromadzący wszystkie przychodzące wiadomości niezależnie od ich rodzaju. Drugi typ to ludzie, którzy nie zostawiają w skrzynkach bałaganu – segregują maile wraz z ich nadejściem i szybko usuwają niepotrzebne wiadomości. W wielu wskazówkach dotyczących minimalizmu pojawia się zalecenie pt: wypisać się z list mailingowych. Pełna optymizmu i energii po lekturze książki Katarzyny Kędzierskiej pt.”Chcieć mniej” postanowiłam spróbować tej metody by oczyścić swoją przestrzeń. Newslettery miały pójść na pierwszy ogień. Z jakim efektem?

newsletter

Newsletter? Skąd to się wzięło?

 

Już jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że zapisanie się przeze mnie do newsletterów nie ma najmniejszego sensu, bo wszelkie informacje dotyczące nowych ofert czy wpisów pojawiają się na facebooku i to w tym samym czasie. Mimo, że oferty te powinny dotyczyć zupełnie różnych obszarów to najczęściej przesyłają informacje o tym samym dokładnie w tym samym momencie. (Przykład-> newsletter od blogerki X a tam informacja szybciutko zajrzyj do nowego wpisu XYZ, w tym samym momencie na fanpage’u owej blogerki pojawia się tekst: zajrzyj do wpisu XYZ, to samo na instagramie). Przez co tak naprawdę dwukrotnie czy trzykrotnie odczytuję dokładnie te same informacje, bo oba teksty dotyczą tego samego wpisu a najczęściej – niezależnie od tego skąd nadeszła wiadomość i tak do nich nie zaglądam.

Posiadam newslettery ze słówkami albo lekcjami, w które tak naprawdę nigdy nie zajrzałam. Ileż to razy zapisałam się na kurs wierząc, że się dokształcę jak tylko przyjdzie mi przypomnienie na maila? Pewnie setki. I przychodzi, tylko prawda jest taka, że w momencie w którym nie mam na to ani czasu ani ochoty. Najczęściej po prostu automatycznie jest usuwana… Jestem typem osoby, która poszuka informacji jeśli zainteresuje ją temat – ignorując przy tym fakt, że ktoś namawia mnie do przeczytania wpisu akurat w tym momencie.

Oczywiście w wielu przypadkach newsletter to taka ulotka-śmieć a zapisanie się na niego wynikało z faktu, że był to warunek by pobrać jakieś darmowe materiały. Materiały już dawno przepadły a mój mail pozostał – w bazie danych klientów, którzy są zamęczani niepotrzebnymi ofertami.

mailing2

UNSUBSCRIBE – CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE?

 

Na szczęście, jestem typem osoby, która korzysta z gmailowskich przegródek i wiem, co gdzie ląduje, gdy zjawia się w mojej skrzynce. Dlatego też przystępując do tego małego eksperymentu uznałam, że prościej być nie może – muszę po prostu zaglądać w jedno miejsce i wypisać się z tej garstki (bo garstki byłam pewna!) newsletterów, które do mnie wpadają.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy minął tydzień a ja wypisywałam się 6-7 newsletterów dziennie i końca nie było widać. Bo niestety, ale aż do tego momentu posiadałam zerową wiedzę na temat tego, gdzie jest wpisany mój adres e-mail. Podróże, zdrowe odżywianie, szkoły językowe, oferty księgarni, sklepy dla plastyków, reklamówki produktów kosmetycznych, fankluby – nie mogłam w to uwierzyć!!! Myślałam, że dostaję oferty z maksymalnie 3 sklepów.

Żaden z informatorów nie był mi potrzebny. Większość i tak ignorowałam, ale właśnie przez ten brak głębszej refleksji nie orientowałam się w liczbie przychodzących newsów. A kiedy to do mnie dotarło poczułam się przytłoczona ilością, bo naprawdę ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę było otworzenie każdego maila by kliknąć opcję „wypisz się”. Zazwyczaj po prostu usuwałam maile i tym razem musiałam walczyć z pragnieniem by to zrobić…

Tu już nawet nie chodziło o minimalizm, ale o całkowite nieuświadomienie sobie w jak wielu miejscach zostawiłam po sobie ślad. Co gorsza: wypisanie z niektórych subskrypcji było jak przysłowiowa syzyfowa praca. Trafiły mi się sieciówki, które pomimo potwierdzenia wyrejestrowania z serwisu dalej przysyłały mi maile z ofertami. Pomogło dopiero napisanie na adres reklamacyjny z prośbą o zablokowanie e-mail’a. I tu moja przestroga dla wszystkich: bo pojawiły się też firmy, które takiej możliwości nie uwzględniały. Dostawałam od nich 10 maili z potwierdzeniem wypisania a na drugi dzień kolejny newsletter – i wierzcie mi, nie było nawet gdzie tego zgłosić, bo kontakt do nich nie istniał. Na stronie zero informacji, na fanpage’u nikt nie odpisuje. Pozostaje wierzyć, że kiedyś przestaną…

Czasami na mojej drodze pojawiały się dodatkowe komplikacje: pytania, ankiety, maile z potwierdzeniem wypisania, w które trzeba dodatkowo zajrzeć. Ten wysiłek ma cię zmusić do tego byś zrezygnował w trakcie, bo twój adres jest niezwykle cenny- mogą przecież nim handlować i przekazywać go dalej. Oczywiście zgoda na takie działanie została wyrażona wraz z zapisaniem się na newsletter, o czym informuje cię każdy regulamin.

Czasami zwyczajnie ciężko wypisać się z danej subskrypcji. Ogromny wpływ mają złudzenia, którymi sami się karmimy: bo może kiedyś skorzystam, bo może się przyda, bo będę potrzebować, itd. A prawda jest taka, że sporadycznie, bo dosłownie raz w roku (a i tego nie jestem pewna) realnie korzystam z takiej oferty i jeśli na nią natrafiam, to zupełnie innymi drogami niż mail.

mailing3

WNIOSKI

  1. Wysiłek włożony w wypisanie się jest dużo większy niż w zapisanie się na listę mailingową.
  2. Te same oferty pojawiają się w różnych miejscach. Jeśli jesteś fanem na określonym fanpage’u to dana iformacja i tak do ciebie dotrze – nie ma sensu zasypywać sobie skrzynki.
  3. Jeśli w ciągu ostatnich 3-4 miesięcy nie skorzystałeś z oferty danej firmy to koniecznie się wypisz. Szanse, że z niej skorzystasz maleją z każdym tygodniem. Przekonałam się, że najlepsze oferty rozchodzą się pocztą pantoflową lub są reklamowane przez facebooka.

Moja walka z mailami wciąż trwa. Newslettery są naprawdę niepotrzebne. Zajmują miejsce w skrzynce, odrywają naszą uwagę od spraw ważnych, wymagają dodatkowego wysiłku w postaci usunięcia maila ze skrzynki. Są wielkim rozpraszaczem. I najważniejsze a może i najtrudniejsze: ciężko je usunąć. Prosty eksperyment, który miał mi zapewnić spokój przerodził się w batalię. Nie ukrywam: moja determinacja do usunięcia wszystkich subskrypcji wzrosła, ale też uświadomiła mi jak wiele rzeczy robimy w życiu niepotrzebnie zupełnie się nad nimi nie zastanawiając. Dlatego nim zapiszesz się gdziekolwiek przemyśl to dwukrotnie. Czasami zupełnie nie warto!

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!