MINIMALIZM to życie z wyrzeczeniami??? A może czas na nowy słownik;)?

Dlaczego nagłówki wspominające o minimalizmie podkreślają naszą stratę i kładą tak ogromny nacisk na aspekt wyrzeczeń? Życie pełne wyrzeczeń! Rok bez rozrywek! Rezygnacja z rzeczy! Oto główne hasła kryjące się za większością akcji promujących bardziej świadome, minimalistyczne życie. Czy tak trudno uwierzyć, że eliminując przedmioty zastępujemy je dużo korzystniejszymi emocjami?

perspektywa czy słownictwo?

Podejrzewam, że to właśnie te stylistyczne zabiegi sprawiają, że minimalizm ma ogromne grono przeciwników uparcie twierdzących, że rezygnacja z przedmiotów pozbawi każdego minimalistę radości. Więcej sensacji robi hasło: rok pełen wyrzeczeń niż wybieraj świadomie i bądź bogatszy.

Nie rozumiem dlaczego minimalizm miałby być trudny czy stanowić wyrzeczenie. To tylko droga wyboru pomiędzy tym co posiadam, a co czuję. A także większy wgląd w zrozumienie dlaczego w ogóle robię konkretne zakupy. Wiem, że w gestii wielkich koncernów nie leży wcale to, żebyśmy zastanawiali się nad tym czy dana rzecz jest nam tak naprawdę potrzebna. Oni chcą nam dany produkt po prostu sprzedać. Dla nich lepiej jak brak produktu będziemy postrzegać jak stratę. Przecież tak są zbudowane reklamy – nie kupisz to nie zyskasz. Dlatego rok bez papieru jest wyrzeczeniem a nie rokiem wolności. 

W dalszym ciągu bogactwo postrzegamy przez pryzmat posiadanych rzeczy. Dlaczego nie chwalimy się tym, że od roku nie kupiliśmy żadnych nowych ubrań? W przeciwieństwie do znajomych, którzy wrzucają masę zdjęć w coraz nowszych ciuszkach. Dlaczego nie podkreślamy faktu, że przez cały rok nie kupiliśmy ani jednej książki korzystając wyłącznie z tych z biblioteki? Naprawdę nie rozumiem zdjęć zdobywających „lajki” przedstawiających półki uginające się od książek. Czy to, że masz ich setki ma podkreślić to, że jesteś czytelnikiem czy posiadaczem? Dla mnie to żaden dowód na to, że je czytasz. To dowód na to, że je gromadzisz.

wnosimy emocje

Nie jestem smutna mając mniej książek na półce czy te same ubrania od wielu lat. Czuje się szczęśliwsza, bo nie bolą mnie pieniądze wydawane na rzeczy zbędne. Jestem radosna, kiedy czuję wolność jaką daje mi wybór braku – bo wybieram brak przedmiotu w miejsce jego posiadania. Wybieram podróż, przeżycie i dobre emocje w miejsce rozpaczy z powodu braku. Nie rozumiem – i obym nigdy nie zrozumiała – jak można odczuwać rozpacz z powodu nieposiadania jakiegoś przedmiotu.

Dlatego jestem za tym by odczarować słownictwo towarzyszące minimalizmowi. Nie mówmy o wykluczaniu czy eliminowaniu a ZYSKIWANIU. Nie mówmy „pozbywam się i eliminuję daną rzeczy” a zamiast tego „uwalniam się od tego”. Chwalmy się swoimi nie-zakupowymi sukcesami. Nie kupiliśmy czegoś? – brawo dla nas! Podziękowaliśmy za rzecz zbędną? – kolejny sukces! Daliśmy książce drugie życie posyłając ją dalej? – cieszmy się lekkością! Bawią mnie osoby, które mówią, że nie mogą z czegoś zrezygnować, bo muszą tą rzecz mieć. Po prostu nie wyobrażają sobie życia bez niej. Mam w domu takie przedmioty, których nigdy bym nie oddała, ale dlatego, że je lubię a nie dlatego, bo nie mogę bez nich żyć.

Właściwie czym dłużej myślę o posiadanych rzeczach tym bardziej dociera do mnie, że żadna z nich nie jest mi potrzebna do życia. A najbardziej lubię świadomość wolności jaką wnosi poczucie uwolnienia się od przymusowego, bezsensownego i nieuzasadnionego posiadania rzeczy.

kaboompics_hand-holding-sea-shells

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!