ZAKUPOWY KAC – bolesna świadomość zakupów

Czy Ciebie też boli świadomość zmarnowanych pieniędzy, których już nie odzyskasz? Wiedza, że pod wpływem impulsu dokonałeś zakupu, który na dłuższą metę okazał się niepotrzebny? Mnie boli strasznie. Zakupowy kac zbiera właśnie swoje żniwo…

Zabolało.

Dotarło to do mnie w momencie, gdy postanowiłam odsprzedać książki, do których już nie wracam… Nawet jeśli część książek nabyłam w ramach różnych promocji i nie przepłaciłam to niestety, ale często jedynym sposobem na to, by się ich pozbyć jest sprzedaż za grubo poniżej połowy kwoty nabywczej. Wizja tego, że książkę kupioną za 40 złotych sprzedajesz za 15 (i nie zawsze znajdą się chętni na taki zakup) jest dołująca. Już przy kilku książkach straty potrafią sięgać setek złotych. Oczywiście wiem, że nie wydałam ich na raz, jednak to żadne pocieszenie. Zmarnowane pieniądze i zagracona przez owe książki przestrzeń to bardzo duża strata, nie tyle finansowa, co emocjonalna. 

Najgorsza w tym wszystkim jest świadomość, że w momencie, w którym dokonywało się tego zakupu było się go pewnym. Czułam, że chcę tą książkę mieć i że NAPRAWDĘ, ale to naprawdę mi się przyda. Żaden kaprys – świadomość konieczności. 

Oczywiście, jak to często bywa w zakupach z powodu impulsu albo wmówionej potrzeby przedmiot bardzo szybko lądował na półce i znikał z mojej świadomości. Być może wspominałam o tym wcześniej, ale mam w swojej biblioteczce książki, do których uwielbiam wracać i nie sprzedałabym ich za żadną cenę. Potrafię przeczytać je wielokrotnie w ciągu roku – bo lubię, bo sprawiają mi ogromną przyjemność i uważam, że jeśli jest jakiś zakup, do którego minimalista powinien dążyć to właśnie do takich rzeczy, do których będzie wracać wielokrotnie.

Większość książek kupiłam właśnie z takim nastawieniem – że będę do nich wracać. Nasze założenia jednak zawsze weryfikuje życie. Przeglądając półki dociera do mnie, że co najmniej 2/3 z nich nie przyciąga już mojej uwagi. Ba, nie tylko ich już nie przeczytam, ale jako jedyne rozwiązanie widzę dla nich oddanie do biblioteki… (a i to nie jest pewne, bo sprawdzając ostatnio możliwość podarowania książek do jednej z nich uzyskałam informację, że należy przedstawić listę a oni wybiorą pozycje, które będą chcieli przyjąć…)

Dobre skutki kaca?

A są i takie, chociaż nie ukrywam – marnotrastwo boli. Jednak nie będę siedzieć i rozpaczać nad tym stanem tygodniami: najważniejsze to przekuć te uczucia w coś pozytywnego. Chociaż dość regularnie korzystam z biblioteki to ostatnie doświadczenia nauczyły mnie, że nie mam argumentacji by dokonać zakupu w miejsce wypożyczenia danej książki. Po prostu nie widzę uzasadnienia by w najbliższej przyszłości zdecydować się na zakup książki. Moja „dzielnicowa” biblioteka zbudowana z sieci bibliotek w całej gminie posiada bardzo bogaty zbiór. Prędzej czy później docierają tam moje pozycje – zachcianki (czyli te, o których jestem pewna, że MUSZĘ je mieć). Jeśli nie biblioteka – to oczywiście znajomi. Istnieje duża szansa, że znaną na rynku książkę znajdę w domowej biblioteczce kogoś z otoczenia. Albo odwrotnie – przeglądając cudze pozycje mogę natrafić na coś ciekawego do czytania.

Zapoznanie się z książką przed zakupem powinno wpływać na decyzję ostatecznego nabycia tej pozycji. Bo znam swój gust i wiem do jakich książek będę wracać. i właśnie takiego zakupu powinnam dokonywać.

Nie tylko doświadczenia ze sprzedażą książek podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. Czytając ostatnio blog „Oczczędnickiej” natrafiłam na (wydawałoby się) ciekawą książkę. Moja pierwsza myśl: to musi być super przydatna lektura, muszę ją kupić, przecież się przyda! Na szczęście dla mnie okazało się, że nie można dostać wersji e-bookowej, ale pozycja znajduje się w pobliskiej bibliotece. Wypożyczyłam, przeczytałam i… oddaję bez większego zachwytu a nawet z rozczarowaniem. I pomyśleć, że byłam gotowa wydać na nią pieniądze i zagracić sobie półkę. Takie sytuacje naprawdę ściągają klapki z oczu…

***

A Wy po jakich zakupach odczuwacie „kaca”? Czy są to książki – jak w moim przypadku – czy coś innego? Dajcie znać w komentarzach:)

kaboompics_woman-reading-magazines-on-the-floor-while-enjoying-hercup-of-tea

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!

  • Pionierka

    Dla mnie to tylko świadomość, że się zmieniam. 10 lat temu byłam inną osoba, co innego mnie interesowało i dlatego takie a nie inne książki kupiłam. Może dziś do nich nie wrócę, ale wtedy były dla mnie ważne.

  • Jestem mega ciekawa, o którą książkę chodziło 🙂

    • Oczywiście „Dziecko bez kosztów” 🙂

      • Pionierka

        Też czytałam z biblioteki – kupić bym nie kupiła, ale samą książkę uważam za wartościową, do kilku rzeczy mnie zainspirowała.

        • Mnie też zainspirowała, dała do myślenia, ale sama konstrukcja książki jakoś mnie odrzuciła… miałam wrażenie, że komentarze rodziców są powieleniem treści zawartych w rozdziale i trochę mi to przeszkadzało. Na pewno warto ją było przeczytać, ale żeby mieć w zbiorach to już niekoniecznie;)

  • Ola

    Tak, książki zdecydowanie… Aż mnie głowa boli jak sobie pomyślę, ile mam w domu książek, które przeczytałam raz i teraz muszę sprzedać je za 10-15 zł…
    Od początku roku korzystam tylko z biblioteki i aplikacji Legimi i chociaż czasem korci mnie, żeby kupić jakąś nowość, której nie ma ani w aplikacji, ani w bibliotece, przywołuję się do porządku i mówię sobie „Poczekaj 2-3 miesiące, a w tym czasie przeczytaj te 2983059248052740501 książek, które masz na wishliście, a które są dostępne od ręki i za darmo” 🙂