WORRY WINDOW – czyli zamartwianie planowane

Czy można się wymartwić na zapas? Czy można uznać, że tylko w tym danym momencie skupiam się na zamartwianiu? Czy to nie oszukiwanie samego siebie? Przyjrzyjmy się bliżej worry window, czyli „oknu zamartwiania”…

Buszując w sieci natrafiłam na taki oto obrazek:

W wolnym tłumaczeniu:

20 – minutowe okno zamartwiania

Wybierz czas, kiedy masz 20 minut wolnego.

To Twoje okno zamartwiania.

Zamartwiaj się intensywnie wszystkim.

Upewnij się, że zamartwiasz się przez całe 20 minut.

Jeśli przestaniesz się zamartwiać przed upłynięciem czasu powinnaś się martwić tym, że się już nie martwisz.

Serio, to jedyna szansa by się dziś pomartwić.

Nie pozwól sobie na zamartwianie poza oknem zamartwiania.

Jeśli jednak martwisz się czymś poza oknem zamartwiania stwórz sobie mentalną notatke by zamartwiać się tym w następnym dostępnym oknie zamartwiania.

***

Czyż ta idea nie jest cudowna? Każdy z nas ma tysiące powodów do zamartwiania, jednak skupiając się wyłącznie na nich niszczymy okazje do cieszenia się życiem. Pomysł „okienka”, w czasie którego będziemy się tylko i wyłącznie zamartwiać pozwala nam odreagować te negatywne emocje bez jakiejkolwiek ingerencji w nasze plany.

Zasada jest prosta: wyznaczam sobie 20 minut w ciągu dnia czy tygodnia, w czasie których tylko i wyłącznie się zamartwiam. Zanurzam się w mrocznych emocjach, widzę tylko i wyłącznie czarne scenariusze – te najgorsze rozwiązania. Wyrzucam sobie, że mam pecha, życie mnie nienawidzi, ludzie niecierpią a ja sama jestem chodzącym koszmarem. Wyrzucam z siebie strach i przerażenie tym, jak wiele rzeczy może się nie udać. Widzę pułapki i przeszkody. Widzę niepowodzenia i przegrane. Pozwalam sobie na lęk, łzy i ból. Nie oceniam tego – tylko się martwię. Do oporu, bez zahamowań, bez pocieszania.

A po tych 20 minutach wracam do siebie, do swoich dobrych emocji. Ponieważ już się wymartwiłam w czasie mojego „worry window” to nie dopuszczam do siebie żadnych zmartwień aż do kolejnego okienka. Dzięki czemu nie tracę czasu na niewłaściwe działania. Nie skupiam się na minusach czy tym, co może pójść nie tak – tym martwiłam się wcześniej. Teraz już tylko działam. Jeśli coś po drodze pójdzie „nie tak” będę mogła się tym pomartwić później. Ale przyjdzie na to właściwy czas.

Chyba wszyscy znamy powiedzenie Scarlett Ohary – „Nie mam teraz czasu się martwić. Pomyślę o tym jutro”. Czymże jest to stwierdzenie jeśli nie psychiczną notatką do odreagowania w trakcie okna zamartwiania?

Może zamiast wciąż przeżywać zmartwienia i blokować swoje działania (czy wręcz je sabotować) dajmy sobie czas na zamartwianie by odreagować te negatywne emocje, które w nas się zbiorą. A zbiorą, bo nie jesteśmy robotami. Zamiast poświęcać na to całe dni, miesiące, lata (a czasami nawet życie) dajmy sobie ten krótki czas – 20 minutowe okienko.

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!