Utrata pracy – cios, który pozwolił rozwinąć skrzydła

Tak, straciłam pracę. Nie będę kryć – nie odeszłam na własnym warunkach. Zostałam zwolniona w momencie, w którym najmniej się tego spodziewałam i w którym mój bunt sięgnął zenitu. Pamiętaj, że kiedy mówisz „nie zgadzam” się swojemu pracodawcy dajesz mu pozwolenie na rozstanie.

Po 10 latach moje zaangażowanie przestało się liczyć a zaczęło nagłe „cięcie kosztów”. Dokładnie w dniu kobiet dowiedziałam się, że to koniec współpracy. Gdybym wiedziała jak wtedy potoczy się moje życie odeszłabym dużo wcześniej… To najlepszy prezent jaki mogłam dostać:)! Poczułam się wolna – od całego stresu, toksycznych ludzi, niepewnej sytuacji płacowej. Poczułam przed sobą możliwości, ale i pierwszy raz: że na wszystko mam czas…

kaboompics_woman-with-legs-on-the-coffee-table-wearing-converse-sneakers-and-working-on-her-laptop

słowem wprowadzenia

Przez 10 lat pracowałam w warszawskim call center, które w momencie gdy się tam zatrudniałam posiadało 3 piętra pracowników i podpisane kontrakty z największymi markami w kraju. Obsługiwaliśmy ruch obracając milionami złotych. Jeszcze w czasach tzw. świetlanej przeszłości dorobiłam się 3 awansów i stanowiska kierowniczego – wszystko zawdzięczając własnej, ciężkiej pracy i zaangażowaniu. Osoby, które były na tych samych stanowiskach co ja zyskały je „po znajomości” i dzięki siatkówce z dyrektorem. Nie znałam nikogo prywatnie. Przychodziłam do pracy, wykonywałam swoje obowiązki (a niekiedy i te niewykonane przez innych) i wracałam coraz bardziej sfrustrowana do domu. Wiem o kilku próbach jakie podejmowali moi „koledzy po fachu” by mnie zwolnić – żadna się nie udała tylko dlatego, że robiłam zbyt wiele dla firmy. Szybko zorientowałam się, że muszę uważać na to, co robię i mówię, bo w ciągu kilku minut dociera to do dyrektora.

Ale ten też się zmieniał. Przez 10 lat pracy przeżyłam kadencję 5. Ostatni okazał się najgorszy. Człowiek, który nie miał pojęcia o naszej pracy, zjawiający się raz na 2-3 tygodnie, straszący obcięciem wypłat i wymagający coraz wyższych wyników. Kiedy doszło do sytuacji, że na wypłatę czekaliśmy po 45 dni (za grudzień pojawiła się po 10-tym lutym) i ten bezradnie rozkładał ręce strasząc nas cięciami powiedziałam „dość”. Nie zgodziłam się na kolejny dzień pracy do momentu, w którym wypłata zostanie uregulowana. Zatem mój dyrektor uznał, że rozwiąże problem narzekania na późniejsze wypłaty zwolnieniem mnie i jeszcze 2 innych osób, które miały to samo podejście co ja.

Tak zakończyła się moja współpraca. Z tego co wiem osoby dalej tam pracujące wciąż czekają na wypłatę a nasze zwolnienia upewniły ich tylko w tym by cichutko czekać. Jak można doprowadzić do takiej sytuacji zawodowej? To całkiem proste. Wystarczy dać ludziom dużo zarobić. Pieniądze to był jedyny czynnik, który trzymał mnie w tamtym miejscu. Naprawdę konkretne. U innych osób doszedł też strach: że przepracowały 2 miesiące i nikt im za to nie zapłaci. Jak się domyślacie pracowaliśmy na tzw. „śmieciówkach”, które nijak nas nie chroniły.

Kaboompics - Free Stock Photos

łyżka miodu na osłodę

Ale ale, nie mogę powiedzieć by praca tam miała same minusy. Dzięki niej poznałam miłość swojego życia, chociaż związek zbudowaliśmy parę lat po tym jak Mój Luby zmienił tą pracę. Dzięki niej udało nam się odłożyć na ślub, zdobyć dużą niezależność finansową i zwiedzić trochę świata. I oczywiście punkt do którego zmierza mój post: utrata tej posady otworzyła mi drzwi do nowej posady.

Jak wspomniałam wcześniej: byłam naprawdę dobrym pracownikiem. Trochę upartym, broniącym kwestii w których nie można iść na ustępstwa, ale bardzo pracowitym. I jak tylko „konkurencja” dowiedziała się, że zostałam zwolniona na przestrzeni 2 tygodni dostałam świetną ofertę pracy. Nie byłam „bezrobotna” zbyt długo. Kolejne projekty, które trzeba było wdrożyć od razu wymagały od mnie natychmiastowego działania. Nie miałam czasu na rozruch czy zastanowienia. Ruszyłam do pracy.

Moja historia jest naprawdę optymistyczna. Nie wszyscy mają tyle szczęścia, nie wszystkim się udaje. Pamiętam jak mój tata szukał pracy przez rok… Widziałam do jakiego stanu może to doprowadzić dorosłego mężczyznę mającego na utrzymaniu gromadkę dzieci. Mój przypadek jest akurat dowodem na to, że jeśli ciężko pracujesz zostaniesz doceniony i nie ma sytuacji, z której nie możesz wyjść cało. Ale wierzcie mi: w dniu, w którym dowiedziałam się o zwolnieniu wcale tak nie uważałam. To był cios. I pytania: co dalej? Były obawy czy znajdę nową pracę i jak szybko? Czy zarobię odpowiednio dużo? Gdzie tej pracy szukać?

a przede mną?

Moje życie uległo dramatycznej… poprawie! I nawet nie wyobrażacie sobie jak wdzięczna jestem za to zwolnienie. Pierwszy raz w życiu poczułam tak ogromną wolność i niezależność. To był moment, w którym zrozumiałam, że mam przed sobą pełno nowych ścieżek. To uczucie towarzyszy mi nadal mimo, że mam nową pracę i właściwie jestem w niej na początku drogi.

Gdybym miała powiedzieć jaką jedną rzecz zyskałam dzięki temu zwolnieniu to odparłabym, że to WOLNOŚĆ właśnie. Bo naprawdę mam wrażenie, że przede mną ogrom możliwości. I że jak zamykają się jedne drzwi to wystarczy poszukać kolejnych. Nie jestem już niewolnikiem, którego pensja zależy od widzi-mi-się prezesa. Mam w sobie dość mądrości by odejść jeśli poczuję znowu, że ponoszę zbyt duże koszta emocjonalne. I wiem, że będzie dobrze, bo mam dość zaufania do siebie i swojego losu.

Takiej wolności i zaufania Wam życzę.

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!