Nie daj się ZAMARTWIACZOM!

Czy was też otaczają Zamartwiacze? Czyli osoby, które w każdym pomyśle dostrzegają cienie zanim jeszcze zdażycie go przedstawić do końca. Ważniejsze wydarzenia w życiu, takie jak ślub czy narodziny dziecka sprzyjają ich uaktywnieniu. Zasypują was wtedy tysiącem ponurych scenariuszy, których nawet nie wzięlibyście pod uwagę zachłyśnięci szczęściem a które od dziś będą wam zaprzątać głowę. Bo taki jest ich cel – zasiać w was ziarno niepewności i zacząć się przejmować – nawet jeśli nie ma czym. Pod pozorami troski odbierają wam radość i energię, niczym energetyczne wampiry. Dlatego NIE DAJ SIĘ ZAMARTWIACZOM!

asusee

UWAGA! ZAMARTWIACZ

 

Spotkasz ich w sklepie, w ogródku jordanowskim, wśród rodziców innych dzieci, u lekarza, na spotkaniach rodzinnych – są absolutnie wszędzie! Nasze społeczeństwo jest nimi przesiąknięte. Uwielbiają udzielać porad i widzieć zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. „Bo a nuż, może się zdarzy, tak na wszelki wypadek, nigdy nic nie wiadomo, strzeżonego Pan Bóg strzeże… ”

Z jednej strony można mieć wrażenie, że to z troski, bo chcą pomóc, podpowiedzieć, ułatwić. Kiedy jednak na każdym kroku widzą przeciwności i zasypują cię tysiącem wskazówek, szczególnie, że o nic nie pytałaś, może zakiełkować w tobie myśl, że nie o troskę im chodzi tylko o zwyczajny brak radości a nawet brak zaufania do twoich decyzji. (Tak na marginesie: ja bym dorzuciła do tego jeszcze wredny charakter – ale to w sytuacjach ekstremalnych;)) Wiele z tych osób nie wierzy w to, że poradzisz sobie bez ich cennych porad – że sam nie dostrzeżesz zagrożenia, dlatego zasypują cię możliwościami negując twój zdrowy rozsądek. Takie osoby są niestety najbardziej irytujące.

 

acha

 

PRESJA RODZICA

 

Tendencję do zamartwiania się mają głównie rodzice. Jest to cecha z jednej strony naturalna, bo instynkt rodzicielski podpowiada, gdzie dostrzec zagrożenia by pomóc dziecku przeżyć (i to dosłownie), szczególnie w momencie, gdy jego życie jest całkowicie od rodziców zależne. Z drugiej strony: starsze pokolenia wywierają na rodzicach presję zamartwiania się, bo jeśli tego nie robią nie są dość dobrymi rodzicami. Bo co to za matka, która pozwala dziecku swobodnie biegać? Wyrodna! Przecież dziecko może się przewrócić i zrobić sobie krzywdę!!! Co to za ojciec, który pozwala mu zjeść kawałek kredki? Bezmyślny! Przecież ta kredka może być toksyczna!!!

Ciągła presja powoduje zamartwianie się sprawami, na które normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi. I w pewnym momencie nawet ty zaczynasz wierzyć, że musisz się zamartwiać by być dobrym rodzicem. Co jest oczywiście kompletną bzdurą, ale presja jest duża i widząc wokół siebie takie wzory zaczynasz wierzyć, że to prawda.

Moja przyjaciółka sama doświadczyła takiej matczynej presji na placu zabaw, kiedy obserwacja i wnioski jednej z opiekunek innej pociechy doprowadziły ją do wcześniejszej wizyty lekarskiej. Owa pani uznała, że dziecko mojej przyjaciółki napina jedną część ciała bardziej od drugiej i może to świadczyć o porażeniu mięśniowym. I chociaż moja przyjaciółka należy do rozsądnych osób to przy pierwszej wizycie wypytała lekarza o wszystko i uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy potwierdził, że dziecku nic nie dolega i on żadnego porażenia nie widzi.

Tacy „życzliwi” są wszędzie. Myślą, że swoimi cennymi radami i przewidywaniem zagrożeń pomogą ich uniknąć a w rzeczywistości powodują powstawanie czarnych scenariuszy, które niweczą plany niezależnie od tego czy te zagrożenia mają w ogóle realną szansę zaistnieć.

 

 

NIE WIDZISZ ZAGROŻEŃ? A JA WIDZĘ TRZY!

 

Martwienie się pozbawia nas życiowej energii, odbiera radość, sprawia, że widzimy cienie tam, gdzie pada światło. Z jednej strony pozwala przewidzieć przeciwności, ale z drugiej widzenie wyłącznie powodów do zmartwienia może zaburzyć naszą motywację do działania. Bo przecież nie ma sensu podejmować działania, które jest skazane na porażkę z tylu stron.

Każdy z nas ma w swoim otoczeniu osoby dla których codzienna, zwyczajna sytuacja pociąga za sobą tysiące problemów. Problemów, które nie istnieją, nie zaistniały i ich prawdopodobieństwo jest praktycznie zerowe, ale które musicie od dziś traktować na poważnie, bo osoba martwiąca się będzie was wypytywać jak rozwiązaliście ten problem. Wiele z nich nawet nie ma szans się pojawić – są tylko wytworem wyobraźni tej osoby albo usłyszanej gdzieś plotki. „Bo ktoś mu kiedyś powiedział, że to się skończyło tak i tak” – więc ciebie też to na pewno dotknie.

O ironio – osoby najczęściej się martwiące nie mają powodów do zmartwień i to irytuje w kontakcie z nimi najbardziej!

Niezwykle ciężko funkcjonować z takimi rozmówcami, bo każda propozycja, każda myśl spotyka się z tysiącem przeciwskazań – oni nie widzą radości, która stoi za danym pomysłem. Tracimy wtedy czas na przekonywanie, że dana sytuacja w ogóle nie zaistnieje, że to tylko wytwór wyobraźni aż ostatecznie po jakimś czasie zostaje nam jedynie poddanie się. Walka z nimi jest skazana na porażkę. Możesz ich przekonywać, podawać argumenty, przedstawiać rozwiązania – oni i tak widzą przeszkody. A najgorsze, że mogą sprawić, że ty również w nie uwierzysz!

 

 

JAK POKONAĆ ZAMARTWIACZA?

 

Jeśli spodziewasz się jakiejś magicznej rady to niestety, taka nie istnieje. Jeśli wierzysz, że dzieląc się jakimś planem zamartwiacz w końcu przestanie się zamartwiać to nie doceniasz jego możliwości. Nikt nie rozwija w sobie tej umiejętności z dnia na dzień – to lata praktyki czynią ich takimi osobami. Ale są sposoby by ograniczyć rady takich osób. Wypróbowane i sprawdzone – na mnie samej;)

Nie chcesz rad – nie poruszaj danego tematu.

Dziwisz się, że ta osoba zasypuje cię tysiącami zmartwień? Ok, za pierwszym razem możesz dać się podpuścić, ale jeśli widzisz, że jakiś temat wywołuje aż takie emocje to zacznij go unikać. Trzeba wyciągać wnioski z wcześniejszych rozmów.

Nie chcesz by ktoś się zamartwiał – nie pokazuj, że ty też się czymś martwisz. 

Jeśli potrzebujesz rady skorzystaj z pomocy osoby, która podsunie ci rozwiązania a nie dołoży do tego kolejne zmartwienia. Dla mnie to bez sensu dziwić się, że ktoś się zmartwił naszym problemem w momencie kiedy pokazaliśmy, że sami się nim martwimy – przecież to właśnie naturalna reakcja. A zamartwiacz tylko na taką czeka…

Wciąż podkreślaj, że wszystko będzie dobrze – każdą dobrą radę z zakresu zamartwiania traktuj z uśmiechem i rób swoje.

Jeśli zamartwiacz zobaczy, że jego rady nie przynoszą spodziewanego efektu w pierwszym momencie może wpaść w gniew i uznać, że nie traktujesz go poważnie. Nie przejmuj się tym. Chce – to niech się zamartwia, ty – nie musisz. Jest nadzieja, że po jakimś czasie przestanie. Poza tym łatwiej będzie ci przejść do ostatniego punktu, na którego realizację mamy szansę tylko jeśli podejdziemy do sprawy z lekkiego dystansu wywołanego właśnie uśmiechem.

A niech sobie gada… czyli najtrudniejsze: IGNORUJ!

Mówisz, że się nie da? On też nie przestanie dawać ci rad i zamartwiać się na każdym kroku, bo taki ma charakter. Martwiąc się tym, że on się martwi zamieniasz się w ZAMARTWIACZA. A więc zastanów się nad tym dwa razy;)

 

droga

Jak radzicie sobie z Zamartwiaczami z Waszego otoczenia? Macie jakieś sprawdzone sposoby?

 

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!