DROBNE PRZYJEMNOŚCI na poprawę humoru

Każdy z nas ma takie dni, kiedy nie potrafi dojść ze sobą do ładu. Życie wydaje się jakieś trudniejsze do funkcjonowania, to co na co dzień nas pasjonuje traci sens i widzimy wszystko w czarnych barwach. W takie dni wszystko przychodzi trudniej. Odkryłam już, że nie warto z nimi walczyć. To znak od ciała i ducha, że jesteśmy przemęczeni i trzeba zadbać o siebie.

Ostatnio na moim fanpage’u gości cykl postów dotyczących szczęścia, odnajdywania go w tych krótkich, codziennych chwilach. Niedawno jeszcze przeżywałam dość nerwowy czas. Miałam wrażenie, że wiele problemów się kumuluje i nie daje mi normalnie żyć. Zamiast skupić się na pozytywnym myśleniu widziałam wszystko w ciemnych barwach i miałam wrażenie, że zanurzam się w tej nerwowości coraz bardziej. Wtedy przyjrzałam się swojej codzienności z pewnego dystansu. Miałam ustalony rytm dnia, który realizowałam osiągając wyznaczone cele, ale w którym pominęłam aspekt drobnych radości.

Nie zrobiłam tego celowo. Po prostu jakoś tak umknęło mi, że tej części brakuje. W którym momencie uderzyło mnie to po oczach? Kiedy włączyłam sobie na youtubie dawno nie słuchaną piosenkę, zaczęłam do niej śpiewać i wyszukiwać kolejne „ulubione” tytuły nakręcona pozytywną energią. Tak zleciała mi godzina a ja nie mogłam się nadziwić, że nie robiłam tego ot tak dawna! Przecież to uwielbiałam! To była moja mała przyjemność.

I to był ten moment zapalny, kiedy zrozumiałam, że straciłam gdzieś równowagę między tym, co powinnam a tym, co robię dla samej przyjemności. Od teraz przyjemności, czy też po prostu dogadzanie sobie wpisuję w plan dnia. Nie robię listy, po prostu zakładam sobie, że w ten dzień zrobię to i to. Albo wiedząc, że mam wolny czas zadaję sobie pytanie: co miłego mogę dla siebie zrobić? I nie negocjuję: po prostu robię. Szczególnie, że mój lekarz od samego początku ciąży zaznaczył, że jest to czas, kiedy hormony bardzo silnie wpływają na nastrój. Wzięłam to sobie tak mocno do serca, że nie mam zamiaru żałować nawet jednej sytuacji, w której zadbałam o swój komfort psychiczny. 

A że się troszkę „porozpuszczam”? Jak nie teraz to kiedy? Czy jest na to dobry moment? Oczywiście, że nie. Zawsze znajdziemy coś ważniejszego do zrobienia. Dlatego tym bardziej TRZEBA zrobić coś dla siebie.

Od tygodnia próbuję ułożyć listę tych drobnych przyjemności i posiłkować się nimi na wypadek spadku nastroju. Oto co udało mi się zaobserwować w swojej codzienności, co przynosi mi niewyobrażalną radość:

  1. kawa w ulubionym czarnym kubku – w nim smakuje najlepiej;)

  2. herbata jaśminowa

  3. słuchanie jego odgłosu i wpatrywanie się w deszcz

  4. włączanie piosenek (szczególnie z filmów animowanych) tych do których znam słowa i śpiewanie ich razem z bohaterem 😉

  5. oglądanie szczęśliwych zakończeń w ulubionych filmach/ bajkach

  6. powracanie do ukochanych książek (zawsze!)

  7. kawa albo inne ciepłe picko w nowej kawiarence

  8. odkrywanie nowych kawiarni 😉

  9. kino, ale najlepiej w samotności – jako przygoda;) najchętniej w takich godzinach, że nikogo prawie nie ma na sali

  10. oglądanie starówki – każdej, w każdym dowolnym mieście

  11. woda – wpatrywanie się w płynącą lub stojącą, każdy zbiornik jest dobry, byle otaczała go zieleń

  12. jazda – najlepiej autobusem, trasa dowolna (uwielbiam gapić się w szybę)

  13. próbowanie nowych smaków/ nowych potraw

  14. gotowanie czegoś włoskiego – a szczeg czego jeszcze nie jadłam

  15. słodycze bez wyrzutów sumienia- a co:D!

  16. planowanie nowych podróży (czy w takim momencie można się smucić???) i podróżowanie – nawet tu gdzieś blisko

  17. oglądanie zdjęć z wyjazdów

  18. uzupełnianie notatek z podróży na niewysłanych pocztówkach (nasz zwyczaj od pierwszego wspólnego wyjazdu;))

  19. hodowanie własnego ogródka (nawet jeśli ogranicza się to do 3 roślinek na balkonie;))

  20. oglądanie nieba – niezależnie od pory roku

  21. fotografowanie urokliwych drzwi i okien – uwielbiam zwłaszcza te niebieskie

  22. przebywanie wśród zieleni, w ciszy, leżenie na trawie i najlepiej chodzenie po niej boso

  23. zadbanie o siebie – to może być maseczka na twarz albo manicure, cokolwiek by poczuć się na chwilę jak bogini 😀 ileż satysfakcji przynosi leżenie na kanapie z książką, w bamboszkach i maseczką na twarzy

  24. założenie czegoś ładnego – czy to biżuterii czy to eleganckiej koszuli, komfort psychiczny jaki daje noszenie ładnych rzeczy jest niesamowity (ale zakupy to dla mnie żadna frajda)

  25. malowanie, czy to szkicowanie, czy też wyciągnięcie akwareli – zwyczajne bazgranie bez celu bardzo koi niepokój

  26. świętowanie małych okazji, małych sukcesów – nawet szampanem bezalkoholowym

  27. Odkurzanie drewna. Nie umiem tego wyjaśnić, bo nie chodzi o samo sprzątanie, ale o ten moment kiedy odświeżamy drewno przecierając je z kurzu. Niesamowicie to na mnie działa. Moją ulubioną czynnością z tych domowych było zawsze przecieranie stołu.

  28. Pisanie: czy to bloga, dziennika czy mojego BuJo – ono ma zawsze jakąś taką magiczną moc.

  29. noszenie miłych, cieplutkich skarpetek z frotte (patrz punkt 23.)

  30. Scrollowanie – czy to soupy czy pinteresta, szukanie inspiracji do domu czy haseł motywacyjnych zawsze przynosi mi przyjemność

  31. telefony do przyjaciół – najlepiej te, które trwają godzinami i wciąż jeszcze nie możecie skończyć rozmawiać, bo wypływają nowe tematy (spotkania również, chociaż to wymaga większej organizacji;))

Moje wyzwanie na przyszły tydzień to zaliczyć jak najwięcej przyjemności – dzień po dniu. To pierwszy tydzień po moich 31. urodzinach i mam zamiar przeciągnąć świętowanie jak tylko się da;) Was zachęcam do tego samego. Róbmy miłe rzeczy bez okazji.

Swoją drogą jestem ciekawa co fajnego macie na swojej liście przyjemności :)?

kaboompics_soft-photo-of-woman-on-the-bed-with-the-book-and-cup-of-tea-in-hands

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!

  • To jest wspaniałe! Ja już zrobiłam listę rzeczy do zrobienia w 5 i 15 minut, ale nie wpadłam na to, że to mogą być przyjemności, a nie tylko obowiązki.
    Bardzo podoba mi się opcja pójścia do kina samemu, w godzinach przedpołudniowych, najlepiej na romansidło z paczką chusteczek pod pachą 😀

    • a propos kina w samotności – zrobiłam tak ostatnio i byłam zachwycona;) co prawda nie było to romansidło, ale komedia, ale byłam super naładowana po seansie 😉 naprawdę warto 😉

  • fajnie, można coś od Ciebie podpatrzyć do swojego pudełka z przyjemnościami 🙂 dla mnie ostatnio odkryciem są kolorowanki dla dorosłych, nie dość że przyjemne to i uwalniają mózg od myślenia i pobudzają intuicję do wyjścia na zewnątrz 😉

    • wielu moich znajomych sobie chwali, ale ja się jakoś nie umiem przekonać 🙁 ale już jako mała dziewczynka nie lubiłam kolorowanek… ale to z pobudzaniem intuicji mnie zaciekawiło 😉