ZERO WASTE – wyzwanie na 30 dni

Spróbujmy chociaż na 30 dni wprowadzić tych kilka zasad do swojego życia. Codziennie dokładajmy jedną i wytrwajmy w nich do końca projektu. Z czego rezygnujemy? Co zmodyfikujemy? Co jest banalnie proste?

INSPIRACJE

Temat zero-waste pochłonął mnie do tego stopnia, że ostatnie dni mijają mi na realizacji różnych ciekawych pomysłów, na które wpadłam zgłębiając zagraniczne blogi. To straszne, że temat tak ważny jest tak słabo rozpowszechniony w Polsce. Zakupy w miejscach, gdzie odmierzony produkt można zapakować bezpośrednio do swoich pojemników u nas leżą w sferze marzeń. Nie wszystko da się zrealizować. Nie wszystko uda się osiągnąć, ale trzeba próbować, bo dzięki tym pierwszym, małym krokom dokonują się gigantyczne zmiany.

Wyzwanie 30 dni zero waste nie jest projektem nowym, ma różne modyfikacje i z powodzeniem można odkryć różne jego wersje. Tą, którą wprowadzam u siebie odkryłam na blogu Zero Waste Nerd.

Przyjrzyjmy się bliżej temu wyzwaniu…

30 dni

Dzień 1. Korzystaj z toreb wielokrotnego użytku – mam ich wiele, korzystam regularnie, ostatnio noszę kilka awaryjnych na wypadek nagłych zakupów. Jest to chyba kwestia elementarna dla każdego zero-waste’owicza 😉 Wyzwanie podnoszę do poziomu hard – spróbuję nie skorzystać z żadnej plastikowej torby zakupowej.

Dzień 2. Butelka na wodę wielokrotnego użytku. Właściwie to wyzwanie, które mnie nie dotyczy, bo nigdy nie kupuję wody w butelkach i nie mam potrzeby noszenia jej ze sobą. Kiedyś korzystając z siłowni kupowałam jedną na miesiąc i uzupełniałam ją przed każdym wyjściem z domu. Robiłam to właśnie po to, by nie kupować plastikowych butelek w takiej ilości i skorzystać z wody w trakcie ćwiczeń. Odkąd korzystam z termicznego kubka nalewam wodę bezpośrednio do niego.

Dzień 3. Zredukuj fast-foody. Od kiedy nie jem mięsa automatycznie wyeliminowałam fast-foody z listy miejsc, w których „robię zakupy” 😉 Jedyna opcja jaka pozostaje to pizza zamawiana raz na 3 miesiące (co robimy tylko wtedy, gdy nie mam ochoty na pieczenie, czyli nieczęsto, bo jednak ta domowa jest dużo lepsza ;))

Dzień 4. Zamień papierowe ręczniki na płócienne. Korzystam z tej metody od dawna. Papierowe się zwyczajnie nie opłacają!!!

Dzień 5. Zamiast kupować kawę w papierowym/plastikowym kubku zabierz ze sobą kubek ceramiczny. Myślę, że ta zasada miałaby sens, gdyby nie fakt, że kawę pijam tylko w domu. Od czasu gdy doszłam do wniosku, że piłam jej za dużo wyznaczyłam sobie filiżankę rano na rozbudzenie i jedną po południu, w ramach „deseru”. Nie pijam kawy na mieście ani w miejscu pracy. Za łatwo u mnie o „przedawkowanie” 😉

Dzień 6. Płócienne woreczki na zakupy – zamiast siatek. To rzecz stanowiąca dla mnie pewne wyzwanie. Jeszcze nie odkryłam gdzie mogę zrobić zakupy tak, by zapakować je do płóciennego woreczka. Rozwiązaniem jest chyba tylko i wyłącznie bazar, ale wciąż aktywnie nad tym pracuję. No i muszę zorganizować sobie odpowiednie woreczki 😉

Dzień 7. „Mokre produkty” pakuj do własnych słoików. To chyba najtrudniejsze z wyzwań. O ile rozumiem i dostrzegam możliwość kupienia fasoli czy grochu we własnym płóciennym woreczku, o tyle zakupienie ogórków kiszonych we własnym słoiku postrzegam jako zjawisko ekstremalnie trudne. Z drugiej strony – na tym właśnie polega wyzwanie.

Dzień 8. Używaj sztućców wielokrotnego użytku – trzymaj normalne sztućce w pracy, torebce, w samochodzie – w ten sposób unikniesz potrzeby skorzystania z plastikowych jednorazówek. Harcerze korzystają z niezbędnika, który posiada nóż, łyżkę i widelec – stalowy i niezniszczalny, po przemyciu gotowy do użycia.

Dzień 9. Kupuj produkty w opakowaniach zwrotnych – takich jak butelki i kartony, nie zaś plastik.

Dzień 10. Zorganizuj sobie pojemniki na wynos – by zabrać jedzenie ze sobą. Głód sprawia, że decydujemy się niekontrolowane, nieprzemyślane zakupy (często zapakowane w tony plastiku!!!). Zamiast kupować spontanicznie zabierzmy ze sobą posiłek do pracy. Od dłuższego czasu nie ruszam się bez niego z domu, bo jak tylko zgłodnieję nie myślę o niczym innym jak o tym by zjeść 😉

Dzień 11. Biodegradowalna szczoteczka do zębów – dziś zamówiona:) Czekam z ekscytacją by móc ją przetestować i podzielić się wrażeniami.

Dzień 12. Domowe kosmetyki. Maseczki i odżywki nie są dla mnie nowością, ale nigdy nie próbowałam własnego mydła czy proszku do prania. Zaczynam od pasty do zębów;)

Dzień 13. Biodegradowalne produkty menstruacyjne. Duże wyzwanie, które stawia przede mną wiele możliwości. Wciąż nie zdecydowałam w jaki sposób ten cel zrealizuję, więc temat pozostawiam do przegryzienia…

Dzień 14. Kompostowanie. Czyli moje ciche marzenie, które po długich namysłach, rozważaniu za i przeciw zmobilizowało mnie do zakupienia kompostownika domowego! Czekam na odbiór przesyłki, na razie wszelkie odpadki mrożę w celu zrobienia z nich bulionu. Wrażenia wkrótce;)!!!

Dzień 15. Zakupy od rolnika. Czyli spacer na bazar albo zakupy prosto z pola przez internet przywożone w skrzynce. Opcje są dwie, na razie przetestuję tą bliższą;)

Dzień 16. Pozbądź się „śmieciowej” poczty. Nie oszukujmy się, ulotki w większości wypadków i tak wylądują w śmietniku. Ogranicz ich ilość w każdy możliwy sposób. Poproś o elektroniczne faktury – praktycznie każdy usługodawca decyduje się teraz na taką możliwość. Oznacz swoją skrzynkę napisem „proszę nie wkładać reklamówek” i od-subskrybuj wszystkie niepotrzebne newslettery.

Dzień 17. Mydło TYLKO w kostce – najlepiej robione samodzielnie.

Dzień 18. Słomki – zrezygnuj całkowicie albo zamień na metalowe, wielokrotnego użytku. To rzecz, która równie szybko ląduje w koszu jak papierowe ręczniki.

Dzień 19. Korzystaj z second-handów. Planuj zakupy i realizuj tylko te, które potrzebujesz. Za grosze;)

Dzień 20. Pakuj prezenty w papier – ten, który masz na zbyciu. On i tak wyląduje w koszu. Wydawanie pieniędzy na papier by prezent przez chwilę ładnie wyglądał to ogromne marnotrawstwo. Zrezygnuj z niego. Postaw na kreatywność;) Oryginalne papierowe opakowania z niepotrzebnych gazet, ozdobione wyjątkowymi, własnoręcznie robionymi stempelkami są czymś, co podbija w ostatnich latach internet. Wystarczy papier, nawet gazetowy i sznurek konopny do zawiązania.

Dzień 21. Wyhoduj własne rośliny. Sporą część rzeczy możemy zasadzić w swoim przydomowym ogródku, nie potrzebujemy na to nawet zbyt wiele miejsca. Użyjmy do tego posiadane w domu słoiki;)

Dzień 22. Maszynka z żyletką. Biorąc pod uwagę przymus częstego golenia, który dotyka panów zainwestowanie pieniędzy w maszynkę z wymienną żyletką jest ogromną oszczędnością. Mój tata korzysta z takiej maszynki odkąd tylko pamiętam;) A żyletka kosztuje grosze…

Dzień 23. Sprzątanie przy pomocy domowych środków chemicznych. Oczywiście zrobionych własnoręcznie w zaciszu domowym;) Nie ma takiej plamy, której nie można usunąć przy pomocy octu i sody. A są to produkty, które rozkładają się w ciągu kilku dni. Nie zapominajmy o tym jak bardzo wyprodukowanie chemii sklepowej niszczy środowisko naturalne.

Dzień 24. Jedz więcej roślin. Z racji tego, że owoce i warzywa są łatwo dostępne bez pakowania w plastik powinny stać się głównym elementem twojej diety. Wyprodukowanie mięsa to nie tylko sztuczne tworzywo, w które jest zapakowane, ale ilość zmarnowanego jedzenia wyprodukowanego by krowę, która zostanie zabita wyżywić. Weź to pod uwagę.

Dzień 25. Materiałowe chusteczki w miejsce tych papierowych. Wspominałam już o tym wcześniej. Zasada, która z mojego punktu widzenia jest równie trudna do zrealizowania jak ta dotycząca menstruacji. Jednak warto próbować!

Dzień 26. Oszczędzaj prąd: zmień żarówki, odłączaj ładowarki od kontaktu, gaś niepotrzebne światła, obniż temperaturę w pomieszczeniu.

Dzień 27. Wymień plastikowe opakowania na materiałowe i szklane. Część z nich można zrobić samemu – jak „wrapp’a” na kanapkę. Na Pintereście można znaleźć dużo fajnych inspiracji;)

Dzień 28. Napraw to, co zepsute. Zasada nie tylko zero-waste, ale również jedna z kluczowych dla minimalizmu.

Dzień 29. Usuń domowy plastik. Większość plastikowych produktów, które wydają nam się niezastąpione ma swoje drewniane odpowiedniki. Skorzystajmy z nich. Zamiast plastikowej myjki użyj takiej ze sznurka konopnego. Zamiast plastikowej szczotki skorzystaj z drewnianej z naturalnym włosiem lub z bambusową rączką. Odkryjmy biodegrodawalne odpowiedniki.

Dzień 30. Recycling. To, czego nie możemy użyć ponownie, skompostować, naprawić czy wcześniej z tego zrezygnować poddajmy recyclingowi. Pamiętajmy jednak, że ma to być ostateczność. Skupmy się na tym by tych produktów zrecyklingować jak najmniej.

Podsumowanie bieżące

Na dzień dzisiejszy zaledwie 13 punktów realizuję w swoim życiu. Przede mną jeszcze 17 do wdrożenia od zaraz. Efekty eksperymentu pojawią się w podsumowaniu za miesiąc. A jak wygląda Wasz „rachunek sumienia” zero-waste;)? Ile z zasad wdrożyliście w życie? Które są najtrudniejsze w przypadku tego wyzwania?

1023_min

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!

  • Aga Marcinkiewicz

    Spróbuj pakować produkty na wagę w woreczki, kiedy jesteś w supermarkecie i się nie martw (jeśli do takowych chodzisz).
    Na mnie ostatnio pani kasjerka popatrzyła się dziwnie, ale zwykle wystarczy wytłumaczyć. Poza tym, supermarket nie ponosi żadnych strat w związku z takim pakowaniem produktów, więc nie mają prawa nas do tego zmuszać, co nie? Jak ktoś nie ufa jeśli chodzi o zawartość woreczka, to można sobie uszyć z przezroczystej tkaniny i wszystko widać, albo po prostu otworzyć i pokazać. Tyleż. 🙂

    • Też tak sądzę, myślę, że jak się wyjaśni to nie będzie problemu tylko trzeba pokonać swoje własne blokady;) te są najtrudniejsze!!! dziękuję za komentarz:)

      • Aga Marcinkiewicz

        Dziękuję za wpis! 🙂 🙂

  • Marta Czareńska

    Co do kupowania kiszonych ogórków to u mnie na bazarze jest spotykane, że cześć Pań sprzedających sprzedaje ogórasy razem z zalewą nakłada do litrowych słoików. Tak samo z żurkiem i czerwonym barszczem – czasami dostaje w butelkach po findlandii itp. Butelki później zwracam.

  • Ciekawe te punkty, ja u siebie parę z tych punktów non stop stosuje, chociaż muszę się przyznać, że z kostek wracam do płynnych form, bo niestety tylko w takiej formie sprzedają jedno mydło, które mam nadzieje, że pomoże mi na mój problem ze skórą. Jedynie materiałowe chusteczki są mi bardzo nie po drodze bo pewnie bym je wymieniała 10 razy dziennie.

    • Dziękuję za komentarz:) Myślę, że są takie sytuacje w których nie można dostosować się do zasad zero-waste albo jest super trudno, jak z tym mydłem właśnie. Próbować warto, ale jak się nie da obejść, przeskoczyć ani zrobić podkopu to nic nie poradzimy… głową muru nie rozbijesz – jak to mówią;)

  • nat

    6) O jakich zakupach konkretnie mówisz? 🙂 Już dawno nie wzięłam reklamówki w sklepie, ale pomaga mi, że mam okazję robić zakupy w sklepach warszawskiej Kooperatywy Dobrze.

    13) A nie myślałaś o kubeczku menstruacyjnym? Nie jest biodegradowalny, ale ilość odpadów jest zdecydowanie mniejsza, niż w przypadku popularnych środków. W dodatku kubeczek jest przewygodny 🙂 Problem z materiałami biodegradowalnymi bywa taki, że często potrzebują specjalistycznej infrastruktury by się rozpaść (np. wymagają określonej temperatury do zajścia procesu), a takiej wciąż brakuje…

    14) Podziwiam 🙂 Ja korzystam ze wspólnego kompostownika 🙂

    • 6) chodziło mi o takie sypkie zakupy jak kasze czy ryż, te sprzedawane do odważenia na wadze przy pomocy siateczki plastikowej. Chciałabym robić zakupy przy pomocy mniejszych bawełnianych woreczków.
      13) Myślałam o kubeczku, czytałam dużo pozytywnych recenzji, ale nie jestem jeszcze pewna (ot taka chyba psychiczna blokada). Nigdzie nie pisali, że jest przewygodny;) dobrze wiedzieć! dziękuję za komentarz:)

      • nat

        No cóż, w Warszawie polecam Koop 🙂 Kupuję tam do własnych pojemników. Na szczęście w innych miejscach powstaje coraz więcej podobnych sklepów 🙂

        Trudno jest się przełamać, ale naprawdę warto 🙂 Koleżanka, którą przekonałam, a bardzo się bała, twierdzi, że kubeczek jest genialny i niezastąpiony 🙂