SAMOOSZUKIWANIE – czyli jak ładnie udaję, że coś robię;)

Mam wrażenie, że ostatnie dni przeciekają mi przez palce. Ani się obejrzę a jest już południe, nic nie zrobione, ja w powijakach a do tej godziny miałam już tyyyle rzeczy odhaczyć z listy. Zaczęłam się sobie przyglądać, bo nie ukrywam: boli mnie, że zamiast skutecznie wykorzystać każdy dzień zaczynam rozmieniać się na drobne. Nie mam nic przeciwko gorszym dniom. W pełni akceptuję takie, w które nic mi się nie chce. Właściwie to od dawna już znam siebie na tyle by wiedzieć, że po takim dniu mam powera by nadrobić zaległości i wykonać ileś nowych rzeczy. Nie mam wyrzutów sumienia – dzień „piżamkowy” to dzień odpoczynku bez żalu. Ale to, co się dzieje ze mną ostatnio zakrawa o pomstę do nieba. Przyglądam się sobie i odkrywam wymówki – wytrychy, które stosuję by uciec przed tym, co powinnam zrobić. Zaczynam i przerywam działania, bo znajduję miliony wymówek by odłożyć coś na później. Czy ty też stosujesz te triki w swoim życiu?

Nie mogę tego zrobić, bo…

Po pierwsze: przeszkadza mi bałagan w mieszkaniu.

Syndrom studenta. Zbliża się sesja i nagle dociera do ciebie, że masz brudne okna i rzucasz wszystko by przeprowadzić generalne porządki zamiast się uczyć. Też tak miewam. Lubię pracować w porządku, ale nie jest to stan niezbędny. Natomiast ostatnio odkryłam, że sprzątam, żeby udać, że coś zrobiłam. Oczywiście udać sama przed sobą. Nie zrobiłam wpisu, ale zrobiłam pranie. Nie ruszyłam tego e-booka, ale mam pozmywane naczynia. Nie odniosłam książek, ale podłoga jest wymopowana. I tak codziennie coś… Jest to o tyle dziwne, że jestem zwolenniczką sprzątania wszystkiego w 1 dzień i rozbijanie obowiązków na części nie jest moją metodą. To nie ja!

Po drugie: wymyślam zaległości.

Segregowanie książek samo się nie zrobi. Trzeba zebrać gazety na makulaturę. Zrobić listę zakupów. Przesadzić kwiatki. Tak, to wszystko czekało ileś czasu, ale akurat teraz wymyślam realizację tych zadań. I najczęściej wmawiam sobie, że jest to rzecz konieczna do zrealizowania teraz. A najlepiej zacząć ich kilka na raz i tygodniami tkwić w ich realizacji. W ten sposób mam idealny pretekst by nie zajmować się tym, czym powinnam…

Po trzecie: muszę wypróbować ten przepis!

Raz na jakiś czas przypominam sobie o tym, że umiem i lubię gotować. Raz na jakiś czas zachciewa mi się wypróbowania czegoś nowego, najlepiej skomplikowanego i złożonego, zajmującego duuużo czasu. I tak samo jak w kwestii sprzątania: nie zrobiłam czegoś, bo… akurat wypróbowałam nowy przepis. Oczywiście później muszę pozmywać, więc mam doskonały pretekst by nie zabierać się za to, co zaplanowałam początkowo. Dodajmy do tego jeszcze jakąś rzecz wymyśloną na prędce np. „teraz to czas na kawusię” i zlatuje cały dzień.

Po czwarte: bo widziałam świetne DIY i muszę je zrealizować TERAZ!

Zazwyczaj jestem kolekcjonerem ciekawych pomysłów. Zbieram takie inspiracje na Pintereście i w wolnej chwili, gdy zgromadzę odpowiednie przybory bawię się w wykonanie takiego projektu. Natomiast ostatnio wiedząc, że nie mam na nie czasu wciskam w grafik ich realizację na siłę. Ma to trochę związek z wymówką nr 2, bo uparcie twierdzę sama przed sobą, że miałam to zrobić już od dawna, ale moment jest standardowo nieodpowiedni.

Po piąte: celowo przestawiam priorytety.

Te wszystkie wymówki oczywiście nie miałyby miejsca, gdyby nie fakt, że sama pozwalam na to by mniej istotne rzeczy wybijały te ważniejsze z pierwszego planu. Zadania się kolejkują a ja zamiast nadać im właściwy priorytet wmawiam sobie, że muszę wykonać wszystko po kolei. W jakiś sposób jestem w stanie przekonać siebie, że czysta podłoga jest ważniejsza od nowego wpisu. Albo że nic-nie znacząca czynność zwalni mnie z wyrzutów sumienia które pojawiają się przy braku wykonania czynności naprawdę ważnych dla mojego rozwoju…

Najgorsze w tych wymówkach jest to, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to rzeczy pilne czy potrzebne. Mam czas na to by wykonać je w inny dzień, powinnam robić to, co ściśle zaplanowałam.

I co dalej?

Siłę charakteru ćwiczy się wykonując pewne czynności pomimo braku chęci. Jeśli założyłam, że coś zrobię i zrealizuję to pomimo wymówek to właśnie w ten sposób ćwiczę hart ducha. Wraz z każdą kolejną taką sytuacją dużo łatwiej będzie mi stawić czoło mojemu wewnętrznemu leniowi. Znam swoje sposoby samooszukiwania, wiem kiedy się pojawiają i tylko moja w tym głowa by się im oprzeć. Cóż, pewnie gdyby pewne rzeczy były łatwiejsze wszyscy bylibyśmy odnoszącymi sukcesy sportowcami, pisarzami, naukowcami.

A może wystarczy wykrzyczeć: matko, jak mi się nie chce!!! i po prostu to zrobić;) Czy można oszukać samooszukiwanie???

kaboompics_woman-working-on-a-laptop-while-enjoying-a-breakfast-coffee-and-chocolate-in-bed

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!