5 błędów, które potrafią rozbić każdy dzień

Jako osoba działająca w domu doskonale wiem jak wybić się z produktywnego rytmu pracy. Do tego stopnia, że kiedy siadam i zabieram się za zadanie mam problem ze znalezieniem chęci. Nie lubię się zmuszać. Często wiem, że kiedy już usiądę i zacznę działać sama realizacja zajmuje mniej czasu niż zakładałam. Jednak bardzo łatwo do tego zadania nie dopuścić i przełożyć je na drugi dzień. Jakie zachowania sprawiają, że popadam w błogie nic-nie-robienie?

Po pierwsze: przytłoczenie listą rzeczy do zrobienia.

Robimy jak najdłuższą listę i nie nadajemy punktom priorytetu. Wiele z rzeczy, które zapisujemy jest naprawdę nieistotnych – moglibyśmy ich nie wykonać, ale lubimy wpisywać punkty na listę. No i dużo przyjemniej wygląda wykreślenie 3 małych rzeczy niż tej 1, naprawdę kluczowej a męczącej. Dlatego nie mam listy rzeczy do zrobienia na dany dzień – przygotowuję listę tygodniową i zaznaczam w jaki dzień odhaczyłam dany punkt. Jeśli jakaś rzecz mi umknie wpisuję ją na spokojnie na kolejny tydzień. Staram się nie obciążać kilkoma dużymi rzeczami w danym tygodniu. Raczej wypada 1 duża rzecz (duża i trudna, o wysokim poziomie skomplikowania, która jednocześnie wywołuje największą niechęć) i 2 mniejsze. Lubię też poświęcić jeden dzień na dużą ilość drobnych czynności, zadań „pierdułkowatych”, mało ważnych, ale często zalegających.

Lista ma ci ułatwiać funkcjonowanie a nie zatruwać codzienność. Jeśli wywołuje w tobie frustrację to znak, że musisz zmienić sposób w jaki z niej korzystasz. Zobacz czy nie wrzucasz na nią dużej ilości niepotrzebnych rzeczy.

Po drugie: brak jakiegokolwiek planu.

Kiedy podzieliłam się swoją wizją planu 5-letniego (możecie o tym przeczytać tutaj) usłyszałam słynne zdanie: powiedz Panu Bogu o swoich planach a Bóg Cię wyśmieje. Nie zgadzam się. Nie wiem jakie plany komuś nie wyszły, ale te najbardziej kluczowe, dobrze zorganizowane i przemyślane wychodzą zawsze. Jeśli coś mi w życiu nie wyszło – to jak się przekonałam – tylko dlatego, że Bóg miał dla mnie coś lepszego w zanadrzu;) Oczywiście mamy element losowości, przypadkowości, który sprawia, że nie wszystko uda się zrealizować. Ale to nie chodzi o realizację, ale dążenie. Chodzi o to by mieć cel do którego się zmierza – taki, który nakreśla nam kierunek zmian, podejmowanie decyzji, pozwala nam budować życie jakie chcemy.

Nie wyobrażam sobie nic nie planować, nie mieć oczekiwań od życia, nic nie pragnąć tylko trwać w takiej codzienności bez wyzwań. Jasne, może nie wyjść albo może się okazać, że wyjdzie później niż planowaliśmy. To, że może się nie udać nie jest powodem dla którego mamy trwać w marazmie.

Po trzecie: brak porannego rytuału. Albo codziennego rytmu dnia.

Nie, nie chcę zabijać spontaniczności w swoim życiu. Ale wystarczy, że zgubię jedną z niewielu porannych czynności a mój dzień łatwo się rozlatuje i trudniej mi wrócić do pracy, do tego co mam zrobić. O zaletach posiadania określonego rytmu dnia pisałam już tutaj. Myślę, że dość obszernie wyczerpałam temat.

Po czwarte: brak czasu dla mnie.

Co z dbaniem o siebie? O swój komfort psychiczny? Nie samą pracą człowiek żyje, trzeba w tej codzienności znaleźć czas na własne zainteresowania, pasje, relaks. To nie musi być nic wielkiego. Czasami wystarczy ciepła herbata i chwila wpatrywania się w widok za oknem. Mamy tendencję do zatracania się w pracy. Sama po sobie widzę, że jeśli nie poświęcę chwili na to by poczytać w ciągu dnia czy wieczorem przed snem jestem sfrustrowana i zła. Nawet jeśli zrobiłam dużo, odhaczyłam masę punktów to mam poczucie przepracowania i na drugi dzień szukam okazji do leserstwa;)

Znajdźmy w tym wszystkim chwilę dla siebie – to naprawdę ważne by pozwolić nam zachować psychiczną równowagę.

I po piąte: brak granic.

Piszesz artykuł, ale akurat dzwoni mama, więc przerywasz i odbierasz. Masz chwilę przerwy i zaglądasz na fejsa, po czym przepadasz na kilka godzin a zadanie kończysz w czasie, kiedy miałaś ogarnąć domowe zakupy. Masz czas dla siebie, ale mąż prosi cię o pomoc i nagle umyka ci godzina, której tak wyczekiwałaś. Nie stawiamy sobie granic a nawet jeśli je postawimy to i tak ich nie przestrzegamy. Tak łatwo by ta chwila, którą myślisz, że poświęcisz na dany przerywnik zajęła ci wiele godzin. Niestety, kiedy zostaniemy wyrwani z danego zdania sam powrót do niego wymaga aż 15 minut nim obudzimy w sobie na nowo ten sam poziom koncentracji. Dlatego czas zacząć stawiać granice. Jeśli pracujesz to wyznaczasz na to czas i odkładasz telefon daleko. Jeśli słyszysz prośbę męża mówisz wprost: pomogę ci za 30 minut. Określ ramy czasowe dla danych zadań i nie przerywaj ich chyba, że się pali. Wszystko inne naprawdę może zaczekać.

Aura ostatnich dni nie sprzyja mobilizacji i działaniu. Raczej zmierzamy w stronę zimowego snu, dlatego ważne jest by uświadomić sobie jakie błędy popełniamy. Czy któryś z nich zauważyliście u siebie?

Paulina Wu

czytam, rysuję, tworzę, piję kawę, oglądam spadające gwiazdy, podróżuję, robię zdjęcia, uwielbiam herbatę jaśminową, psy, minimalizm i prostotę na zdjeciach... Żyję wzorkoffo i już!

  • Pierwszy punkt jest zdecydowanie moją słabością – kiedy już mam dzień wolny, staram się go do granic wypełnić zadaniami. Często nie tylko na starcie jestem przerażona, ale i pod koniec dnia – rozczarowana, bo nie wszystko udało mi się zrealizować…

    • mnie wolny dzień motywuje do tego by wcześniej wyczyścić listę, bo wiem, że może mi się „nie chcieć” czegoś zrobić i uznaję, że w wolny dzień mam takie prawo 😀 ale też jeśli czynność zajmuje chwilę to zrobię ją bez poczucia straconego wolnego dnia. wszystko zależy od tego co na takiej liście umieścimy…